Najmłodszych kibiców wozi na swoich plecach, a z dorosłymi skacze z radości, kiedy drużyna wychodzi na prowadzenie. Kotka - maskotka koszykarek Lotosu - jest zapracowana przez wszystkie cztery kwarty. Szczególnie musi być w formie na finiszu rundy zasadniczej, gdyż gdynianki sześć z siedmiu ostatnich meczów rozgrywają na własnym parkiecie.
- Widać, że ma kondycję. Jest bardzo wysportowana i daje radę - chwali kotkę Paweł, który na mecze gdyńskich koszykarek przychodzi z dwójką dzieci. To właśnie zabawa z najmłodszymi kibicami jest głównym zadaniem maskotki Lotosu Gdynia. Kotka przybija piątki, biega na trybunach razem z maluchami i wozi małych kibiców na swoich plecach.
- Wprawdzie dzieci podczas zabaw notorycznie urywają ogon naszej maskotce, ale na szczęście zawsze wraca on na swoje miejsce - uśmiecha się Agnieszka Głowacka, rzecznik Lotosu Gdynia.
Kotka wspiera także doping dorosłych kibiców. Klaszcze żółtymi pluszowymi łapami i podskakuje z kibicami w górę, kiedy zespół z Gdyni zdobywa cenne punkty. Z kolei koszykarki, choć skoncentrowane na tym, co dzieje się na parkiecie, zauważają czasami żarty swojej maskotki. - Zdarza się, że kotka podaje mężczyznom swoją kocią łapę do pocałowania - opowiada Magdalena Ziętara, rozgrywająca Lotosu Gdynia.
Maskotka gdyńskich koszykarek nie narzeka na brak pracy. Zwłaszcza, że Lotos Gdynia oprócz udziału w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki Kobiet, gra co sezon w Eurolidze. - Dobrze mieć swoją maskotkę. Gdyby jeszcze kotka przyłożyła się bardziej do tańca, to byłoby naprawdę nieźle - ocenia Natalia Plumbi, rozgrywająca gdynianek.



















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.