fot. Krzysztof Mystkowski / KFP
Jan-Hendrik Jagla dołożył do dorobku Asseco Prokomu pięć punktów. Sześciu kolejnych zabrakło drużynie, aby zagrać w Koszalinie chociaż dogrywkę.
Dwa dni wcześniej niż termin półfinałów Pucharu Polski wyznaczonych przez związek koszykarze Asseco Prokom ruszyli do Koszalina. Nikt nie przewidywał kłopotów, gdyż gdynianie w sobotę ograli akademików w ligowym pojedynku na własnym parkiecie 97:79. Tymczasem doszło do sensacji. Mistrzowie przegrali pierwszy pojedynek w tym sezonie 97:103 (30:24, 26:33, 19:16, 22:30) i w finale nie wystąpią
.AZS: Reese 28 (3x3), Swanson 23 (1), Arabas 8 (2), Tica 4, Surmacz 2 oraz Kuebler 15 (3), Balcerzak 12 (4), Metelski 6, Kovac 5.
ASSECO PROKOM: Logan 21 (2), Burrell 20 (4), Ewing 16 (2), Hrycaniuk 10, Szczotka 7 oraz Varda 13, Jagla 5 (1), Zamojski 3 (1), Seweryn 2, Harrington.
kibice oceniają
Adam Hrycaniuk - 4.6
Piotr Szczotka - 4
Przemysław Zamojski - 3.4
W sobotę przed własną publicznością gdynianie odnieśli 20. ligowe zwycięstwo w sezonie, ale najwyraźniej udany początek w tym spotkaniu koszalinian rozochocił ich do walki także w Pucharze Polski. W Gdyni wszak AZS dzięki bardzo dobrej skuteczności w rzutach za trzy punkty prowadził przez inauguracyjnych 17 minut, w pierwszej kwarcie osiągając w pewnym momencie nawet 11 punktów przewagi.
W Koszalinie pojedynek rozpoczął się inaczej. Tym razem Asseco Prokom, który znów musiał sobie radzić bez kontuzjowanego Qyntela Woodsa, rozpoczęło spotkanie od 10 punktów przewagi i w pierwszej kwarcie pewnie kontrolowali grę.
Akademicy ruszyli do ataku znów odwołując się do "trójek", których przed przerwą trafili aż 11! Dwa razy z rzędu zza łuku trafił Sebastian Balcerzak, co pozwoliło nawiązać miejscowym kontakt punktowy. Natomiast po akcji na 37:36 b>Adama Metelskiego AZS po raz pierwszy tego dnia objął prowadzenie. Przestój mistrzów trwał na dobre, bo w 17. minucie przewaga rywali wzrosła do 54:43!
Dopiero wówczas gdynian do walki poderwał David Logan. Jeszcze przed przerwą straty udało się zminimalizować do jednego punktu (56:57), a zaraz po zmianie stron objąć prowadzenie 58:57. Zresztą całą trzecią kwartę wygrało Asseco Prokom i przed ostatnią odsłoną prowadziło nieznacznie (75:73).
O tym, że jednak dojdzie do sensacji, zadecydowały cztery pierwsze minuty czwartej kwarty. Gdynianie w tym czasie nie ruszyli wyniku po swojej stronie, a zainkasowali aż 11 punktów z rzędu. Nie do upilnowania dla nich był zwłaszcza George Reese. Natomiast mierzący niespełna 180 centymetrów wzrostu Dante Swanson pogrążał psychicznie mistrzów, gdyż akcje kończył wsadami!
Od wyniku 84:75 AZS nie pozwolił sobie wyrwać wygranej z rzędu. Asseco Prokom, podobnie jak w sobotę w lidze, był w stanie rzucić 97 punktów, ale tym razem sam stracił ponad 100. W tym sezonie tak dziurawej obrony mistrzowie nie mieli nawet w Eurolidze, gdzie najwięcej stracili 94 punkty w Madrycie z Realem. Natomiast w PLK pozwolili w Gdyni zdobyć 98 punktów Stali Stalowa Wola, ale sami zdobyli wówczas o cztery więcej.
W Koszalinie gdynianom nie pomogła nawet bardzo dobra skuteczność w rzutach za dwa (66 procent), ani tym bardziej gra faul. W tym spotkaniu sędziowie odgwizdali mistrzom 27 przewinień, które przyniosły rywalom aż 33 rzuty wolne. Co prawda w tym elemencie akademicy nie błyszczeli (aż 11 pudeł), ale i tak sporo zyskali nad mistrzami, który miał tylko 12 wolnych i wykorzystał z nich 7.
Po meczu miejscowi narzekali, że Tomas Pacesas ani żaden z zawodników z Gdyni nie przyszedł na konferencję prasową, aby wytłumaczyć się z pierwszej porażki w Polsce w tym sezonie, ale z drugiej strony to nie był mecz ligowy i na drużynie nie ciążył obowiązek spotkania się z dziennikarzami, jak ma to miejsce w PLK.
Co ciekawe odkąd drużyna zmieniła nazwę na Asseco Prokom, to ani grając w sopockich, ani teraz w gdyńskich barwach nie zdobyła Pucharu Polski. W poprzednim sezonie ekipa Pacesasa doszła co prawda do finału, ale w spotkaniu decydującym o trofeum przegrała w Lublinie z Kotwicą Kołobrzeg 89:98 (24:26, 13:25, 28:22, 24:25).
Teraz Asseco Prokom ma pełne dziewięć dni na przygotowanie do meczu z CSKA Moskwa w Gdyni, który rozstrzygnie o pierwszym miejscu w grupie G TOP 16. Do spotkania zaplanowanego na 24 lutego mistrzowie Polski nie będą nawet grać w PLK.
Drugi półfinał
PGE Turów Zgorzelec - Anwil Włocławek (17.02)




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.