Wiadomości

stat

Jubileusz ikony polskiego żeglarstwa

Zygfryd Perlicki skończył 80 lat

artykuł historyczny
Zygfryd Perlicki (w białej koszuli) po zwycięstwie w Kieler Woche w 1957 roku.
Zygfryd Perlicki (w białej koszuli) po zwycięstwie w Kieler Woche w 1957 roku. zdjęcie z archiwum domowego

Yacht Klub Stal Gdynia zaprasza w sobotę o godzinie 10.00 do swojej siedziby przy ul. Jana Pawła II 9 na spotkanie ku czci Zygfryda Perlickiego, jednego z najbardziej charyzmatycznych polskich żeglarzy. Gdynian skończył 80 lat. Na koncie ma m.in. start w igrzyskach olimpijskich oraz udział w słynnych regatach Whitbread Round The World Race oraz Admiral's Cup. Wstęp dla wszystkich chętnych jest bezpłatny

.

Gdyby popularny "Zyga" mógł rywalizować teraz, mają dostęp do tego samego sprzętu co zagraniczni rywale mógłby być niedoścignionym mistrzem. On jednak próbował walczyć pod żaglami w czasach PRL, gdy kraje ówczesnego bloku wschodniego były technologicznie bardzo zacofane w stosunku do zachodnich rywali. W dodatku wówczas nie można było być tylko żeglarzem, a sport trzeba było łączyć z pracą zawodową.

-Pracowałem w Stoczni Komuny Paryskiej do godzinie 15.00, a potem żeglowałem. Jedynym przywilejem dla sportowców był wówczas urlop sportowy oraz zwolnienie na regaty - wspomina później nasz bohater na łamach "Głosu Wybrzeża".

Mimo tych trudnych warunków poprawił zachwycić nawet Niemców. W 1957 roku Perlicki bezapelacyjnie triumfował w regaty Kieler Woche, na jachcie "Kapitan" wygrywając we wszystkich wyścigach.

-Alfred Krupp zaproponował mi kontrakt, ale wojenne krzywdy wyrządzone przez Niemców były jeszcze zbyt świeże, aby mógł pracować dla Niemców nawet za duże pieniądze - wyjaśniał później.

Perlicki stał się doskonałym żeglarzem, mimo że marzył o zupełnie innej profesji. -Wstąpiłem do ZHP, aby trafić do drużyny lotniczej. Pilot to było zajęcie, o którym marzyli wówczas wszyscy chłopcy. Pech chciał, a może to było przeznaczenie, że w mojej szkole były jedynie drużyny: lądowa i żeglarska. Z dwojga... złego wybrałem tę drugą - tak z humorem opowiadał o swoich początkach.

W latach 1960-1966 był nieprzerwanie mistrzem Polski w klasie Star. Kto wie, czy nie przywiózłby olimpijskiego medalu, gdyby Polska w ramach oszczędności nie wycofała ekipy żeglarskiej i koszykarskiej z igrzysk w 1960 roku.

-Na dwa tygodnie przed igrzyskami zająłem drugie miejsce podczas regat w Szwecji, a Rosjanin, który potem został mistrzem olimpijskim był w nich dopiero dziesiąty - przypominał Perlicki.

Ostatecznie gdynian olimpijczykiem został w 1972 roku. Wystartował w klasie Soling na jachcie, który był cięższy od rywali, a mimo tego, gdyby nie zachowawcza postawa szefostwa polskiej ekipy olimpijskiej mógł też walczyć o medal.

-Rywale mieli łódki o 90 kilogramów lżejsze od mojej, ale przed ostatnim wyścigiem miałem jeszcze szansę na drugie miejsce. Jednak ścisk w czołówce był ogromny. Dlatego powiedziałem notablom, że ósme miejsce mam pewne, ale gdy zaatakujemy podium to można spaść nawet na 16. pozycję. Otrzymałem kategoryczny zakaz podejmowania ryzyka i wróciłem z igrzysk z ósmą lokatą - przypomina Perlicki.
Na trasie regat Whitbread załoga Copernicusa. Perlicki drugi z lewej.
Na trasie regat Whitbread załoga Copernicusa. Perlicki drugi z lewej.

Potem Perlicki z powodzeniem radził sobie w żeglarstwie morskim. Był uczestnikiem pierwszych, załogowych, etapowych regaty dookoła świata, które obecnie noszą nazwę Volvo Ocean Race, a w sezonie 1973/74 startowały jako Whitbread Round The World Race. Z załogą Copernicusa opłynął glob w 204 dni. Brytyjski książę Filip wręczył Polakom, mimo że w klasyfikacji generalnej zajęli 11. miejsce, prestiżową nagrodę "za dobrą robotę żeglarską". -Nasz jacht jako jedyny uniknął awarii, nie miał wywrotki i wytyczył najlepszą trasę nawigacyjną - podkreślał później Perlicki.

W sobotę wśród gości jubilata będą m.in. uczestnicy wspomnianych regat. Będzie to też swoiste spotkanie żeglarskich pokoleń, gdyż tradycyjnie "100 lat" odśpiewają najmłodsi adepci tej dyscypliny ze szkółki żeglarskiej.

Regaty Dookoła Świata 1973-74. Wspomnienia kpt. Zygfryda Perlickiego

Ostatnim dużym przedsięwzięciem, w którym wzięła Polska i Perlicki był Admiral's Cup, czyli regaty uznawane za nieoficjalne drużynowe mistrzostwa świata. Biało-czerwoni wystartowali w nich w 1977 roku. Popularny "Zyga" żeglował na Hadarze.

-Cóż z tego, że mieliśmy jacht z tej samej serii co Amerykanie skoro ważył on o 4 tony więcej. Wówczas nie żałowano pieniędzy na przygotowania do tych regat, ale wszystko robiono na ostatnią chwilę i nie najlepiej - oceniał później Perlicki.

Potem jako zawodnik, a także sędzia brał niezliczoną liczbę razy w regatach morskich rozgrywanych na Zatoce Gdańskiej. Zawsze służył radą młodszym żeglarzom i do dziś jest dla nich niekwestionowanym autorytetem i jedną z największych, polskich żeglarskich ikon.

Życiorys Zygfryda Perlickiego
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (12)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane