Wiadomości

52. Halowe Mistrzostwa Polski w tenisie

Bez niespodzianek zakończyła się pierwsza runda rywalizacji pań w 52. Meczem wieczoru miał być pojedynek najwyżej rozstawionej, Katarzyny Strączy z Magdaleną Tokarską, grającą z dziką kartą. Niespodzianki nie było. Faworytka wygrała 6:1, 6:3 i jest w drugiej rundzie.

Wygrały nerwy
Wielu liczyło na to, że krakowianka, reprezentująca barwy Sopockiego Klubu Tenisowego, może mieć kłopoty z pokonaniem utalentowanej Tokarskiej. - Nie mam kompleksów. Nie wytyczyłam sobie w tych mistrzostwach konkretnego celu. Chcę się pokazać z jak najlepszej strony, zajść jak najwyżej. Problem w tym, że ostatnio tylko trenowałam. Brak mi ogrania - narzekała przed meczem Magdalena Tokarska, która bardzo długo zmagała się z kontuzją pleców i barku.

Z dużej chmury mały deszcz. Katarzyna Strączy rządziła na korcie niemal przez całe spotkanie. Jedynie przy stanie 3:3 w drugiej partii wydawało się, że 16-letnia Tokarska nawiąże walkę z utytułowaną rywalką. Niestety, zabrakło jej zimnej krwi. Seriami wyrzucała łatwe piłki w aut, co było wodą na młyn zepchniętej nieco do defensywy Strączy. - To był nerwowy mecz. Myślę, że młodsza rywalka grała dobrze, ale szczególnie w drugiej partii nie potrafiła wykorzystać dobrych pozycji do zdobycia punktów - ocenia Strączy. - Magda się spaliła. Nie wytrzymała nerwowo tego meczu. Zagrała tylko na 25 procent możliwości - dodaje Edward Gawłowski, prezes Pomorskiego Okręgowego Związku Tenisowego.

Sopocki test
W drugiej rundzie Strączy zagra z Bogumiłą Patzer, kolejną nastolatką z Sopotu. Silna, ładnie zbudowana Patzer nie miała problemów z pokonaniem Beaty Wajdzik z Krakowa 6:2, 6:1. Trzeba szczerze przyznać, że pojedynek nie była ładny. Wygrała ta zawodniczka, która częściej trafiała w kort. Być może jednak za dużo wymagamy. Nie ma co ukrywać, że mecz z pierwszego dnia pomiędzy Joanną SakowiczMartą Domachowską poprzeczkę wymagań w stosunku do tenisistek ustawił bardzo wysoko. - Ten pojedynek również nie będzie łatwy. Młode rywalki atakują bez respektu, trzeba bardzo uważać - dodaje Strączy.

Nino na tak
Cieszy także wynik Nino Szownadze (SKT), która planowo pokonała Katarzynę Krasińską z Otwocka 6:3, 6:3. Cieszy wynik, gra - nie do końca. Także i tu obie panny licytowały się w liczbie błędów. Budowanych z rozmysłem akcji było jak na lekarstwo. Z reguły po drugiej, trzeciej wymianie piłka lądowała na sporym aucie. W pierwszym spotkaniu na korcie numer trzy Szownadze zagra dziś z Alicją Rosolską, ale trudno jej wróżyć zwycięstwo. Chyba, że za dobrą monetę przyjmiemy powiedzenie, że kobieta (nawet ta młodsza) zmienną jest. Alicja Rosolska (Warszawianka) bez zgrzytów przeszła, co dla nas jest bardzo przykre, Joannę Żyndzo. Grająca z numerem siedem sopocianka zdołała ugrać ledwie trzy gemy.

Czwórka na piątkę
Najmniejszych problemów z przejściem pierwszej przeszkody nie miała Monika Schneider. Rozstawiona z numerem czwartym warszawianka w meczu z Martyną Hanusz ze Stalowej Woli spędziła na korcie niespełna 40 minut, oczywiście nie tracąc w tym czasie ani jednego gema.

Nie zabraknie emocji
Emocje dzisiejszego poranka związane są nie tylko z osobą Szownadze. Na korcie numer dwa Klaudia Jans zmierzy się z Anną Żarską. Gdańszczanka marzy o zrewanżowaniu się faworytce za porażkę w eliminacjach turnieju w Opolu. Na korcie numer 1 Sakowicz będzie grała z Paulą Chełmińską.


Z lepszym gra się lepiej
Wybrzeżowi tenisiści walczący w 52. Halowych Mistrzostwach Polski wciąż sprawiają nam wiele satysfakcji. Wczoraj, w meczach pierwszej rundy na kortach Hali Widowiskowej Sopockiego Klubu Tenisowego triumfował kwartet gdańszczan: Piotr i Paweł Diłajowie, Radosław Szymanik oraz Tomasz Borucki. Nie powiodło się sopocianinowi Andrzejowi Grusieckiemu. Imprezie patronuje "Głos Wybrzeża".
Zwycięzcy bracia

Grający na korcie numer jeden Piotr Diłaj zamierzał się zrewanżować Filipowi Szymikowi za półfinałową porażkę w mistrzostwach Polski juniorów w Stalowej Woli. Gdański kwalifikant uczynił to, wygrywając pewnie 6:4, 6:1, chociaż aż do 5:4 rywal trzymł się dzielnie. Serca zadrażały nam przy stanie 3:2, kiedy zawodnik Lechii poprosił na kort medyka. - Zaczął boleć mnie łokieć prawej, a więc uderzającej ręki. Lekarz zamroził mi staw, wtarł maść i trochę pomogło. Czuję jednak, że coś jest nie tak - twierdzi nasz zawodnik.

W drugiej rundzie gdańszczanin spotka się z Jędrzejem Żarskim, rozstawionym z numerem szóstym. Zawodnik Mery Warszawa bez kłopotów pokonał Jakuba Nijakiego (Nafta Zielona Góra) 6:0, 7:5. - Na pewno nie zrezygnuję z gry z powodu kontuzji. Żarski jest faworytem, jest rozstawiony, ale ja nie mam nic do stracenia. Podobno z lepszym gra się lepiej - twierdzi Piotr Diłaj.

W drugiej rundzie jest także 18-letni Paweł Diłaj, który po dwóch godzinach walki cieszył się z wygranej z rutynowanym, 27-letnim Piotrem Żurawieckim 7:6 (7), 6:1. Początkowo nic nie wskazywało na to, że nasz reprezentant może znaleźć sposób na pokonanie leworęcznego krakowianina. W pierwszym secie przegrywał już 2:5, ale na szczęście doprowadził do tie-breaka. W tenisowej dogrywce obaj popełniali mnóstwo błędów. Wreszcie zdeprymowany Żurawiecki huknął prostą piłkę w siatkę. W drugim secie rywal opadł już wyraźnie z sił. - Z początku było bardzo nerwowo. Na szczęście udało mi się opanować. W przeciwnym wypadku mogło to się źle skończyć - twierdzi Paweł.

Wojciech Milewski, przeciwnik Pawła Diłaja w drugiej rundzie, podobnie jak nasz zawodnik, jest kwalifikantem. Zawodnik Mery sprawił wczoraj sporą niespodziankę, eliminując Tomasza Branieckiego z Krakowa (nr 4), 6:1, 7:6 (5). - Milewski również jest leworęczny, więc nie będzie łatwo. Liczę na zwycięstwo - twierdzi druga część zwycięskiego duetu Diłajów.

Szymanik i może
W hali SKT wszystkich zadziwia Radosław Szymanik. Teoretycznie zawodnik Lechii Gdańsk, a w praktyce od stycznia ubiegłego roku trener młodych tenisistów w Arce Gdynia. 27-letni gdańszczanin pokonał Piotra Szczepanika z Mery 7:5, 5:7, 6:3, a przecież kilkanaście dni temu Szymanik rozegrał pierwszy poważny (ligowy) mecz od ośmiu miesięcy! - Wszystko wskazuje na to, że najlepszym treningiem jest brak treningu. Poświęciłem się pracy z dziećmi, lubię to robić. A ze Szczepanikiem zagrałem na 110 procent możliwości - mówi bohater wczorajszego dnia.

Jego pojedynek z przeciwnikiem ze stolicy trwał grubo ponad dwie i pół godziny. Obaj tenisiści szli łeb w łeb, a o wygranych gemach decydowały pojedyncze, ryzykownie uderzane piłki.

O zwycięstwo w drugiej rundzie Szymanikowi będzie jednak bardzo trudno. Jego kolejnym rywalem jest Mariusz Fyrstenberg (nr 1), jeden z faworytów mistrzostw. - Dla mnie jest to główny kandydat do zwycięstwa. Mimo to zagram swoje. Nie odczuwam ciśnienia na wynik. Zobaczymy, co z tego wyjdzie - zastanawia się zwycięski trener.

Czwarty as
Czwartym asem z Gdańska był wczoraj Tomasz Borucki. 23-latek zwyciężył Dawida Olejniczaka (nr 8) 6:4, 7:6 (5). To duży sukces naszego zawodnika, zważywszy, że tenisista Mery znajduje się w szerokiej kadrze daviscupowej. Borucki, który wszedł do turnieju głównego z kwalifikacji, miał dużo szczęścia, gdyż w drugiej partii Olejniczak prowadził 6:5 i miał serwis do dyspozycji. Mimo to lechista wyszedł z opresji i w drugiej rundzie zmierzy się z Radosławem Nijakim z SKT.

Tego drugiego będzie z trybun zapewne dopingował Andrzej Grusiecki, który po trzech setach walki musiał uznać wyższość Aleksandra Charpantidisa.


Nowe związki
Rozmowa z Waldemarem Białaszczykiem

Waldemar Białaszczyk, dyrektor Sopockiego Klubu Tenisowego witał uczestników 52. Halowych Mistrzostw Polski w Tenisie Kobiet i Mężczyzn w podwójnej roli. Nie tylko jako działacz sopockiego klubu, ale także jako wiceprezes Polskiego Związku Tenisowego. Witał na pierwszej dużej imprezie z wielu, jakie odbędą się w tym roku na kortach SKT.

- Rozpoczynamy rok bardzo mocnym akcentem - mówi dyrektor. - Zorganizowaliśmy w przeszłości wiele imprez, jednak w tym roku czeka nas wysiłek nie lada. W kalendarzu na 2002 rok znalazło się miejsce dla 50 turniejów, których gospodarzem będzie nasz klub.

- Zespół pracowników SKT wytrzyma tak duże natężenie pracy?

- Jestem przekonany, że tak. Pracownicy SKT są na tyle zaprawieni w bojach, że ich praca przebiega bardzo płynnie. Oczywiście nie uniknie się sytuacji stresogennych, ale to jest chleb powszedni większości ludzi.

- Jak pan przyjął fakt, że w imprezie zabrakło kilku liczących się zawodników?

- No cóż, przyczyny ich absencji są różne. Szczegółami zajmuje się Jacek Muzolf, wiceprezes PZT. Jednak z drugiej strony widać, że nasz tenis to już nie tylko grupa kilku zawodników i zawodniczek. Szczególnie na przykładzie dziewcząt widać, że zrobiliśmy duży krok naprzód. Nasze reprezentantki zaczęły wygrywać ważne mecze, ale nie zadowalamy się tymi sukcesami. Ciężką pracą próbujemy wyłowić jak najwięcej talentów.

- Na zawody nie przyjechał Lew Rywin, prezes związku.

- Na pewno przyjedzie. Prezes Rywin ma w swojej firmie wiele obowiązków, ale będzie gościł na mistrzostwach.

- Do tej pory Prokom Software S.A., główny sponsor imprezy, był związany z klubem, organizował pojedyncze turnieje. Później rozpoczął się mecenat kobiecego tenisa, a teraz przyszedł czas na wyciągnięcie pomocnej dłoni tenisistom.

- I z tego bardzo się cieszymy. Należy docenić fakt, że Ryszard Krauze i jego firma pomagają nam wszechstronnie. Prokom stwarza wspaniałe warunki do pracy, gdyż tylko ciężko pracując, możemy dochować się zawodników, o których będzie się mówić z dumą w głosie.

- Dzięki Prokomowi dojdzie także do mariażu SKT z gdyńską Arką. Na czym ten związek ma polegać?

- Oba kluby będą ściśle ze sobą współpracować, będą prowadziły wspólną politykę. Będziemy stosować wymiany zawodników. Nie będzie natomiast mowy o podkradaniu sobie graczy. Nie wyklucza to jednak czystej rywalizacji sportowej. Wierzymy, że związek z gdyńskim klubem oraz Prokomem będzie długoletnią współpracą. Dzięki temu nasi reprezentanci będą mieli szanse, by odgrywać wiodące role nie tylko na Wybrzeżu, ale i w Polsce.

- Halowe mistrzostwa Polski odbywają się pod dachem. Widać jednak, że nie zasypiacie gruszek w popiele i na otwartyh kortach.

- Ubiegłoroczne ulewy zdewastowały nasze obiekty, kilka z nich musimy budować niemal od początku. Nie ukrywam, że modernizacja odbywa się dzięki wydatnej pomocy Ryszarda Krauze, wiceprezesa SKT.


Wracam do wspinaczki
Anna Żarska należy do grona faworytek halowych mistrzostw Polski. Zawodniczka z Kędzierzyna-Koźla już trzykrotnie w swojej karierze sięgała po złoty medal MP w zawodach rozgrywach pod dachem, ale, jak sama twierdzi, od przybytku głowa nie boli. Czas powiększyć kolekcję do czterech medali.

- Drabinka jest tak ułożona, że dopiero w finale mogę się spotkać z Katarzyną Strączy, rozstawioną z numerem pierwszym w mistrzostwach. Nigdzie nie jest jednak napisane, że na pewno zagramy w pojedynku finałowym. Kandydatek do złota jest jeszcze kilka, każdy pojedynek jest tu zatem bardzo ważny.

- Kogo masz na myśli?

- Przede wszystkim Joannę Sakowicz.

- O tobie nie było ostatnio zbyt głośno. Gdzie się podziewałaś?

- Czas poświęciłam na trening, budowanie potencjału fizycznego, a także na zajęcia ogólnorozwojowe. Zagrałem w kilku turniejach w Anglii o puli nagród do 50 tysięcy dolarów, jednak nie odniosłam tam znaczących sukcesów. Było to przede wszystkim spowodowane właśnie tym, że poświęciłam się treningowi.

- W ubiegłym roku, gdy zajmowałaś 140. pozycję w rankingu WTA Tour, wszyscy byli przekonani, że już nikt cię nie powstrzyma przed zdobyciem pierwszej setki światowej listy.

- Miałam takie zamiary. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Zaczęłam grać w turniejach najwyższej rangi, najlepiej dofinansowanych. Kilka pechowych porażek kosztowało mnie utratę wcześniej zdobytych punktów. Spadłam w okolice 400. miejsca w rankingu. I teraz znów muszę rozpoczynać wspinaczkę. Na pierwszy rzut oka wygląda, że jest to niebezpiecznie daleko, jednak na szczęście straty punktowe nie są aż tak duże. Wszystko jest do nadrobienia. Najprawdopodobniej obiorę metodę małych kroków. Zamierzam grać w mniejszych turniejach, challengerach, gdzie będę mogła odrobić straty i odzyskać utraconą pozycję. Dopiero wtedy będę mogła znów pomyśleć o wejściu do pierwszej setki.

- Niedawno, na drużynowych mistrzostwach Europy, zaliczyłaś
przygodę jako kapitan reprezentacji Polski. Jak wypadłaś w tej roli?

- Zastępowałam chorą Kasię Teodorowicz i myślę, że robiłam to nieźle. Tym bardziej, że zdobyłyśmy srebrny medal. Do moich obowiązków należało spotykanie się z kapitanami innych ekip, dopilnowanie spraw organizacyjnych związanych z zakwaterowaniem, wyżywieniem. Wszystko było OK.


Na drugie - faworyt
To kolejne mistrzostwa, w których Bartłomiej Dąbrowski jest zaliczany do grona żelaznych faworytów imprezy. Tak jest bez mała od dziesięciu lat, kiedy był uznawany za jedną z największych nadziei polskiego tenisa. W tym roku popularny "Dąbek" kończy 30 lat, jednak na krajowym podwórku wciąż trudno dostrzec rywali mogących mu zagrozić.

- Mógłbym powiedzieć, że faworyt to moje drugie imię. Początkowo mówiło się o mnie "młody, zdolny". Później już przyzwyczaiłem się do tego, że jestem największym kandydatem do złotego medalu - mówi zawodnik broniący tytułu mistrzowskiego, zdobytego na kortach warszawskiej Mery.

- Czy rywalom wciąż łatwo przychodzi pogodzenie się z pana dominacją na krajowym podwórku?

- Każdy jest przecież człowiekem, bywają słabsze dni, gorsze mecze. Jeśli jednak dzieli mnie od przeciwnika znaczna różnica umiejętności, to zawsze znajdę sposób na to, by wyjść z opresji zwycięsko.

- W tym roku będzie podobnie?

- Bardzo udane miesiące miał ostatnio Mariusz Fyrstenberg i zapewne on również ma ochotę na złoty medal mistrzostw Polski. Uważam jednak, że im większe grono kandydatów do końcowego zwycięstwa, tym większa frajda dla kibiców. Będą mogli oglądać wyrównane pojedynki.

- Jak można wytłumaczyć fakt, że najlepszy tenisista w Polsce w ostatniej dekadzie, nie może odnieść znaczącego sukcesu na arenie międzynarodowej?

- Wytłumaczenie jest proste: było mi ciężko, gdyż nie miałem podstaw finansowych, aby poważnie myśleć o wygrywaniu międzynarodowych imprez. To oczywiste, że podróże i uczestnictwo w kolejnych turniejach sporo kosztują. Trudno było mi znaleźć stałego sponsora, nikt nie chciał podjąć ryzyka i zainwestować we mnie. Bardzo długo byłem uważany za młodego zdolnego, a po ukończeniu 25. roku życia przypięto mi łatkę zmarnowanego talentu. I tak źle, i tak niedobrze.

- Niektórzy starają się finansować swe kolejne starty z wygranych w poprzednich imprezach...

- Tylko najpierw trzeba je wygrać. A przecież nie zawsze szczęście sprzyja. Nie daj Boże, noga się powinie i funduszy już nie ma. A ja przecież też mam rodzinę, którą muszę utrzymywać.

- Czyli siedem tysięcy złotych, które otrzyma triumfator tej imprezy, zamierza pan przeznaczyć na rodzinę, a nie na wojażowanie po świecie?

- Zdecydowanie na rodzinę. Konkretnie rzecz ujmując, chcę kupić stół i krzesła.

- Przykład Davida Sanguinetti pokazuje, że nawet po trzydziestce można myśleć o tenisowych sukcesach.

- Zagranicznym zawodnikom jest łatwiej, gdyż sponsorzy nie uciekają od tenisa. U nas najbardziej opłaca się bycie tenisowym trenerem. Co gorsza, trenerki łapią się coraz młodsi zawodnicy. Nawet 25-letni. Pewnie i ja zostanę coachem, gdyż tej dyscyplinie poświęciłem większą część swojego życia. Na tym znam się najlepiej.

- Kiedy to nastąpi?

- Wtedy, gdy poczuję, że jestem wyraźnie słabszy od rywali i odstaję od nich.

- Póki co najłatwiej o punkty do rankingu ATP jest w kraju. Liczy pan na dziką kartę do turnieju głównego Prokom Open w Sopocie?

- Liczyłem w ubiegłym roku i się przeliczyłem. Byłem pewny, że ją dostanę. Obiecywał mi to pan Ryszard Fijałkowski. Później, gdy zapytałem o kartę, powiedział, że myślał, że zdobędę mistrzostwo Polski. A że nie zdobyłem, sam sobie jestem winny. W tym roku zatem nie będę żył nadziejami.

*************************
Nad tym, by halowe mistrzostwa Polski w tenisie toczyły się w zgodzie z duchem sportu, czuwa Marek Plichciński, zawodowy sędzia od 1986 roku. Arbiter jest posiadaczem srebrnej i brązowej blachy sędziowskiej, był także sędzią głównym turnieju Kremlin Cup w Moskwie o puli miliona dolarów. Już chociażby te fakty przemawiają za tym, że zawodnicy i zawodniczki uczestniczący w halowych mistrzostwach Polski w Sopocie mogą spać spokojnie.

- Co należy do pana głównych obowiązków?

- Czuwam nad sprawnym przebiegiem turnieju, głównie przeprowadzaniem losowania, planów gier. Nie mogę dopuścić do sytuacji, by gremialnie zawodnicy mieli nie najlepsze uwagi o organizacji imprezy. Oczywiście, zdarza się, że przychodzą z zapytaniem, lub gdy czegoś nie zrozumieli, albo nie są pewni. Wszystko jednak zasze na spokojnie można wyjaśnić.

- Czy w tym turnieju znalazł się pan w położeniu bez wyjścia?

- Na szczęście nie. Raczej nie zdarza się, bym był stawiany pod ścianą serią zarzutów. Do tego, by wyjaśnić sporne kwestie służy regulamin. Poza tym w każdej imprezie staram się wykorzystywać doświadczenie z poprzednich turniejów, które miałem przyjemność sędziować.

- Czy sędzia główny turnieju znajduje czas, by pooglądać pojedynki?

- Nawet musi. Czasu nie mam wiele, jednak zawsze wykroję sobię tę chwilkę, by obejrzeć kilka spotkań. Czy robię to jako kibic? Staram się zazwyczaj na chłodno analizować grę, a nade wszystko sporne sytuacje.

*************************
Tenis = Prokom
Prokom Software S.A., sponsora głównego zawodów, reprezentuje na imprezie Marcin Cegielski, który przedstawił nam motywy udzielenia opieki polskiemu tenisowi przez komputerowego giganta.

- Prokom od wielu lat skupia się na finansowaniu określonych dyscpylin. W naszym wypadku są to przede wszystkim tenis, koszykówka i brydż. Wielu fanów sportu zadaje sobie pewnie pytanie, dlaczego nie jest to piłka nożna? Najprościej można odpowiedzieć, że futbol budzi różne emocje, zaś tenis najczęściej te jak najbardziej pozytywne.

- Tenis w naszym kraju nie ma jednak swego konia pociągowego, czyli najlepszego zawodnika, zawodniczki, którzy robiliby międzynarodowe kariery. Kibicom, zwłaszcza tym najmłodszym, trudno zatem utożsamiać się z polskim tenisem.

- To prawda, jednak uważamy, że tego lidera jeszcze nie ma. Wierzymy, że będzie. Siłę tej dyscpyliny sportu budujemy więc od podstaw, czyli od młodzieży. Pierwsze efekty tej pracy są już widoczne. Jako pierwsze naszą pomoc otrzymały nastoletnie tenisistki. Skupiły się tylko na grze, poznały swoją wartość, wygrywają z teoretycznie silniejszymi rywalkami. Na wyłonienie prawdziwych liderów z utalentowanej grupy potrzeba jednak czasu. Nie zamykamy się też w wyselekcjonowanej grupie. Wciąż szukamy nowych talentów, chcemy im pomagać. Przykłady na to, jak bardzo nam na tym zależy, widać chociażby na kortach gdyńskiej Arki.

- Czy spodziewacie się, że na halowych mistrzostwach Polski w Sopocie firma osiągnie marketingowy sukces?

- Prokom działa kompleksowo. Tenis pod naszym szyldem to nie tylko tak ogromny turniej jak Idea Prokom Open. Związaliśmy się z tą dyscypliną po to, by ją promować, a także by prowadzić klub i region.

Program turnieju
14.03
(czwartek). 9.00 - 18.00 druga runda gier pojedynczych, ćwierćfinaly gier podwójnych
15.03 (piątek) 10.00 - 20.00 ćwierćfinały gier pojedynczych, półfinały gier podwójnych
16.03 (sobota) 10.00 - 16.00 półfinały gier pojedynczych, finały gier podwójnych
17.03 (niedziela) 10.00 - 14.00 finałygier pojedynczych
Program imprez towarzyszących
16.03 (sobota) 17.00 konferencja PZT
16.03 (sobota) 18.00 turniej VIP-ów
17.03 (niedziela) uroczyste zakończenie mistrzostw


Turniej główny mężczyzn
Mariusz Fyrstenberg (Mera Warszawa, 1)
Bojan Szumański (Dąbrowa Górnicza)
Piotr Szczepanik (Mera, Q)
Radosław Szymanik (Lechia Gdańsk, Q)
Piotr Diłaj (Lechia, Q)
Filip Szymik (MKT Stalowa Wola, WC)
Jakub Nijaki (Zielona Góra, WC)
Jędrzej Żarski (Mera, 6)
Filip Urban (AZS Poznań, 3)
Witalis Kożanowski (Polonia Bydgoszcz, Q)
Łukasz Pelowski (AZS Poznań, LL)
Bernard Kaczorowski (MKT Łódź)
Maciej Domka (Warszawianka, Q)
Marcin Gołąb (MKT)
Beniamin Budziak (Polonia)
Paweł Motylewski (Mera, 7)
Dawid Olejniczak (Mera, 8)
Tomasz Borucki (Lechia, Q)
Tomasz Zabrocki (MKT)
Radosław Nijaki (SKT)
Piotr Żurawiecki (Wawel Kraków)
Paweł Diłaj (Lechia, Q)
Wojciech Milewski (Mera, Q)
Tomasz Braniecki (Wawel, 4)
Michał Gawłowski (SKT, 5)
Jakub Kmita (Start Wisła Toruń, WC)
Kamil Lewandowicz (Mera)
Filip Anioła (AZS Poznań)
Aleksander Charpantidis (AZS)
Aleksander Grusiecki (SKT)
Robert Fiszer (SKT, WC)
Bartłomiej Dąbrowski (MKT, 2)


Turniej główny kobiet
Katarzyna Strączy (SKT Sopot, 1)
Magdalena Tokarska (SKT, WC)
Bogumiła Patzer (SKT)
Beata Wajdzik (Wawek Kraków)
Katarzyna Mielczarek (Warszawianka)
Aleksdandra Rosolska (Warszawianka)
Weronika Błoczyńska (SKT, 14)
Sylwia Domańska (Górnik Bytom, 6)
Monika Schneider (Mera, 4)
Martyna Hanusz (SKT Stalowa Wola)
Dominika Karaś (SKT, Q)
Aneta Turaj (Górnik)
Agata Kubica (Mera)
Magdalena Marandza (Mera)
Olga Brózda (AZS Poznań)
Małgorzata Kanabus (AZS Warszawa, 5)
Joanna Żyndzo (SKT, 7)
Alicja Rosolska (Warszawianka, WC)
Katarzyna Krasińska (Otwock)
Nino Szownadze (SKT)
Klaudia Włodarczyk (SKT)
Paula Chełmińska (Posnania)
Marta Domachowska (Warszawianka)
Joanna Sakowicz (Wawel, 3)
Sylwia Niedbało (Mostostal Zabrze, 8)
Katarzyna Siwocz (PKT Pabianice, WC)
Katarzyna Pągowska (MKT Łódź)
Klaudyna Kasztelaniec (Warszawianka)
Klaudia Jans (SKT)
Wioleta Kaczmarek (SKT, WC)
Magdalena Kujawska (AZS Warszawa)
Anna Żarska (SKT, 2)


Opinie

Walczymy z przemocą słowną

Kasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Twoja opinia

Dodaj opinię

Odpowiedz

Dodając opinię akceptujesz regulamin dodawania opinii.
Administratorem Twoich danych osobowych jest Trojmiasto.pl Sp. z o.o.. Szczegóły przetwarzania danych znajdują się w polityce prywatności.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane