Wiadomości

stat

Alosza wraca

Klub Sportowy Stoczniowiec

Aleksiej Szczebłanow, najlepszy golkiper w historii Stoczniowca, został trenerem młodych bramkarzy w gdańskim klubie.

- Z początkiem miesiąca dostałem etat w klubie - pochwalił się ongiś uwielbiany przez kibiców Alosza. - W ramach obowiązków prowadzę również szkółkę hokejową. W Rosji, Czechach czy Szwecji trener bramkarzy w klubie to obowiązkowy standard, a szefowie Stoczniowca uznali, że będę pomocny. Jestem trenerem z dyplomem, mogę nawet uczyć w szkole, lecz jeszcze nie wiem, jak moje studia traktowane są w Polsce.

- Czyli zostajesz u nas na stałe?
- Jestem od dawna i będę. Gdy w 1999 roku wyjechałem do Rosji, żona z dzieckiem zostali w Gdańsku. Daniel urodził się tutaj, mówi i pisze po polsku, nie ma nawet rosyjskiego akcentu i właśnie poszedł do szkoły. Nasz pobyt w Polsce nie jest wynikiem przemyślanej decyzji. W Gdańsku wiodło się nam, zyskaliśmy przyjaciół i nigdy nie było powodu, aby zmieniać miejsce.
- Masz kartę stałego pobytu?
- W tej materii nie zrobiłem ani kroku naprzód. Mam zgodę na pobyt czasowy. Dużo obcokrajowców stara się o kartę, więc nie wszyscy mogą liczyć na wyrozumiałość urzędów. Z tego wynikają różne niedogodności, choćby kłopoty ze znalezieniem pracy. Mam pomysł, aby pracować też w szkole i być może kiedyś ułatwi mi to Stoczniowiec.
- Ostatnie lata kariery miałeś bardzo udane.
- Gdy oceniam je z dystansu, myślę, że miałem dużo szczęścia. Co prawda, jak z młodzieżówką ZSRR byłem wicemistrzem świata, tak z Akbarsem Kazań zostałem tylko wicemistrzem Rosji, ale i drugie miejsce w czołowej lidze świata, porażka dopiero w finale play off ze znakomitym Dynamem Moskwa, to nie żarty. Występy w Rosji zacząłem bardzo udanie, bo z Dynamem Jekaterynburg awansowałem do ekstraligi.
- Kończyłeś karierę w stołecznym CSKA.
- To też ekstraliga, ale z dawnej sławy klubu pozostał tylko szyld. Gdy w kwietniu skończył się sezon, mogłem zostać tam na dłużej, jednak nie sądziłem, że rozłąka z rodziną będzie tak dotkliwa. Syn rósł, a mnie nie było w domu, toteż uznałem, że pora kończyć z graniem.
- Rosyjska ekstraliga to z pewnością finansowy szczyt.
- Z niej idzie się tylko do NHL. Grają tam znakomici czescy hokeiści, pracuje nawet słynny trener Hlinka. Do Polski wróciłem jako człowiek niezależny. Ale nie bogacz.
- Ktoś zdziwi się, że skoro pracujesz z młodzieżą, to dlaczego nie z Wawrzkiewiczem i Jakubowskim...
- Nie było o tym mowy. Być może kiedyś to nastąpi. W Rosji jest tendencja, że klub musi mieć dwóch-trzech bramkarzy. Odpowiedzialność na tej pozycji jest tak duża, a sezon tak wyczerpujący, że nie ma szans, by ciągle bronił ten sam golkiper. Ja, w wieku 33 lat, miałem jeszcze specjalistyczne zajęcia. To rzecz konieczna.
- A myślisz o samodzielnej pracy szkoleniowiej? Słowacki trener Torunia jest młodszy od ciebie.
- Tak daleko nie wybiegam w przyszłość. Wolę metodę małych kroków. Na razie chcę sprawdzić się jako trener młodzieży. Widzę, że moi podopieczni o wielu niuansach nie mają jeszcze pojęcia.
- Można powiedzieć, że "Wacha" kontynuuje w Stoczniowcu tradycję, którą ty zapoczątkowałeś.
- Nie powiem, że chodzi o mnie, bo to nieładnie, ale faktem jest, iż w ostatnich latach Stoczniowiec szedł do góry, gdy miał dobrego bramkarza. Jednak sam golkiper nie zrobi wyniku, pamiętajmy o tym. Stara prawda mówi, że bardzo dobry zespół nie potrzebuje superbramkarza. Poradzi sobie ze średnim. Akurat "stocznia" potrzebuje fachowca na tej pozycji. Jest więc Wawrzkiewicz, a wcześniej był Wojtek Baca. Tomka pamiętam jeszcze z Sanoka. Jest bardzo pracowity, widzi siebie w hokeju, nie zadowala się miejscem w reprezentacji, ma aspiracje, a to ważne. Kiedy osiągnie znaczący sukces w Gdańsku, co znacznie wzmocniłoby jego psychikę, byłoby wskazane, aby trafił do silniejszej ligi.

***

34-letni dziś Szczebłanow przyjechał do nas z Białorusi w grudniu 1994 r.. Do końca sezonu 1998/99 - z przerwą na niezbyt udany pobyt w Sanoku (1997/98) - rozegrał w barwach Stoczniowca 132 spotkania. Pod tym względem przebił go tylko Roman Skutchan. Alosza zakończył występy w "Olivii" po drugim największym sukcesie "stoczni" (4. miejsce). Akurat dla niego było to największe osiągnięcie w Polsce, aczkolwiek nieporównywalne z sukcesami za młodu jeszcze w ZSRR i u schyłku kariery w Rosji.

Opinie (5)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane