Wiadomości

stat

Tomasz Adamek wygrał w Ergo Arenie

Tomasz Adamek odniósł w Ergo Arenie 51. zwycięstwo w karierze na zawodowym ringu.
Tomasz Adamek odniósł w Ergo Arenie 51. zwycięstwo w karierze na zawodowym ringu. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Siódma odsłona Polsat Boxing Night, to powroty na ring po zeszłorocznych wpadkach Tomasza Adamka oraz Krzysztofa Głowackiego. Obaj nie zawiedli oczekiwań. Pierwszy z byłych mistrzów świata wygrał na punkty, drugi znokautował rywala. Bardziej przekonujący był Głowacki, który chce w kolejnej walce ponownie mierzyć się o pas. W przypadku Adamka zwycięstwo sprawia, że wróci jeszcze na ring. Poza tymi pojedynkami odbyło się jeszcze sześć innych. Galę z trybun hali obejrzało około 7 tys. widzów.



Nowe rozdanie - tak zatytułowana była sobotnia gala. Chodziło głównie o dwóch jej bohaterów Tomasza Adamka oraz Krzysztofa Głowackiego, czyli byłych mistrzów świata. Obaj chcieli powrócić na ring w dobrym stylu. I to im się udało, ponieważ odnieśli zwycięstwa. Poniżej prezentujemy opis wszystkich ośmiu pojedynków.

Tomasz Adamek - Solomon Haumono. waga ciężka, decyzją sędziów

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Tomasz Adamek ponownie próbował sił w wadze ciężkiej. Tym razem mierzył się z Nowozelandczykiem Solomonem Haumono, który podczas ważenia był od niego cięższy o ponad 11 kg. Atutami wracającego na ring po rocznej przerwie Polaka miały być szybkość i lewy sierpowy.

Przed walką uczczono minutą ciszy zmarłego Józefa Grudnia. Już podczas pojedynku, na początku nie było widać szybkości byłego mistrza świata. Często dostawał ciosy od Haumono, który wyglądał w ringu lepiej. Adamek po raz pierwszy trafił na 40 sekund przed końcem drugiej odsłony pojedynku. Później obaj wymieniali się ciosami. Wydawało się, że jeśli jeden z ciosów Haumono trafi w głowę Adamka, to walka zostanie zakończona. Choć z drugiej strony Polak wyprowadzał więcej uderzeń. A te w końcu co raz częściej były celne. Nowozelandczyk tracił siły, a Adamek wciąż boksował na takiej samej intensywności. Rywal nie mógł zadać ciosu kończącego, a sędziowie stwierdzili, że w przekroju całej walki lepiej wyglądał Polak.

Krzysztof Głowacki - Hizni Altunkaya, waga junior ciężka, TKO w 6. rundzie

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Krzysztof Głowacki po raz ostatni był w ringu w zeszłym roku, właśnie w Ergo Arenie. Uległ wówczas w walce z Oleksandrem Usykiem i stracił tytuł mistrza świata. W sobotę chciał powrócić na zwycięskie tory i uczynić to w hali, która mu się źle kojarzy. Początkowo miał walczyć z Brianem Howardem, ale Amerykanin nie został wypuszczony z ojczyzny, ponieważ nie płaci alimentów. W jego miejsce sprowadzono Hizniego Altunkayana. Ten wcześniej nigdy nie przegrał, ale walczył bardzo ostrożnie. Natomiast Głowacki zapowiedział, że chce ukraść mu zero po stronie porażek.

I już w 2. rundzie posłał rywala na deski wcześniej będąc znacznie szybszym i dokładniejszym od niego. Kolejne dwa szybkie ataki przy linach Głowackiego w 5. rundzie i ponownie Altunkaya był liczony. Były mistrz świata chciał skończyć rywala, ale przeszkodził mu gong. Uczynili to jednak trenerzy Altunkaya, którzy nie wypuścili go do 6. rundy.

Mateusz Masternak - Ismaił Siłłach, waga junior ciężka, decyzją sędziów

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Ukrainiec Ismaił Siłłach był gwiazdą na amatorskich ringach. Na tych zawodowych przegrywał wcześniej tylko z Rosjanami. Pierwszym Polakiem, który chciał go pokonać był Mateusz Masternak. Miał być silniejszy i bardziej odporny na ciosy niż sobotni rywal.

Walka zaczęła się dopiero 40 sekund przed końcem 2. rundy. Wcześniej praktycznie nie było ciosów. Siłłach trafił Masternaka w łuk brwiowy, a ten pękł. Polak zalał się krwią, a do tego dostał kolejny cios. W kolejnej Ukrainiec trafił dwa razy tak, że Masternak zachwiał się na nogach. W tym momencie pokazał jednak swoją odporność na ciosy. A w kolejnej rundzie po prawym prostym Polaka Siłłach był liczony. Ten jednak także wytrwał do końca tej części pojedynku. Później walka ponownie nieco straciła na efektowności. W 6. rundzie przebudził się Siłłach trafiając parę razy Masternaka. I tym razem Polak odpowiedział wyrywając zdecydowanie kolejne, 3-minutowe starcie. W 8. rundzie ponownie Siłłach przejął inicjatywę i doprowadził do liczenia Masternaka. W tym elemencie było więc po jeden. Do końca obaj pięściarze poszli na wymianę ciosów, więc o wyniku musieli zadecydować sędziowie, którzy przyznali je Polakowi.

Maciej Sulęcki - Damian Ezequiel Bonelli, waga superpółśrednia, TKO w 3. rundzie

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Pierwotnie Maciej Sulęcki miał walczyć z Australijczykiem Rockym Jerkiciem, ale ten odniósł kontuzję i zastąpił go starszy Damian Ezequiel Bonelli. Argentyńczyk przed przylotem do Polski miał na koncie tylko jedną porażkę. Zdecydowanym faworytem był jednak niepokonany Polak.

W pierwszej rundzie Sulęcki dwukrotnie trafił Bonelliego. Ten nawet raz pojawił się na deskach, ale tylko dlatego, że się poślizgnął. W drugiej Polak posłał mocny cios z lewej ręki i wtedy już nie było wątpliwości - Argentyńczyk był liczony. Po tym zostało ponad 20 sekund do końca rundy i Bonelli je przetrwał. Drugie i trzecie liczenie mieliśmy w trzeciej rundzie, także po lewych. Argentyńczyk z problemami, ale za każdym razem wstawał. Pojedynek postanowił zakończyć jednak jego trener, który rzucił ręcznik.

Adam Balski - Łukasz Janik, waga junior ciężka, TKO w 4. rundzie

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Łukasz Janik wrócił na ring po ostatniej porażce w maju 2015 roku. Nie wyglądał jednak dobrze fizycznie, i wątpliwym było, aby wytrzymał pełnych osiem rund. Większość ekspertów obstawiało, że zostanie znokautowany. Natomiast Adam Balski to zdolny bokser, który dopiero kształtuje swoją karierę i wróży się mu ciekawą przyszłość.

Balski szybko trafił prawym, lekko zamroczył tym Janika, ale nie poszedł za ciosem. Mało tego, chwilę później zaliczył cios poniżej pasa czym dał odetchnąć rywalowi. Ten dzięki temu nieco się rozkręcił i do końca 1. rundy oglądaliśmy szybkie starcie. Ale już w kolejnej Balski trafił lewym i Janik był liczony. Ten po wznowieniu walki dotrwał do końca tej części. W czwartej Janik otrzymał cios w pas, ale bliżej brzucha. Złapał się jednak za krocze i twierdził, że było to nieczyste uderzenie Balskiego. Sędzia go jednak wyliczył i zakończył pojedynek. Janik długo nie mógł pogodzić się z tą decyzją i odgrażał się przy linach że rewanż skończy w pierwszej rundzie.

Ewa Brodnicka - Viviane Obenauf, waga lekka, decyzją sędziów

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Ewa Brodnicka miała początkowo walczyć z Marisol Reyes, ale spotkały ją problemy wizowe i została na Dominikanie. Na jej miejsce zakontraktowano znacznie mocniejszą rywalkę, która chciała zmierzyć się z Brodnicką, Brazylijkę mieszkającą w Szwajcarii Viviane Obenauf. Ona również miała problemy z dotarciem do Polski, gdyż po przylocie do Berlina został odwołany samolot do Gdańska. Dlatego nie było jej na oficjalnym ważeniu. Na szczęście dotarła do Trójmiasta parę godzin później i wyszła na ring. Obenauf, aby walczyć z Brodnicką odwołała swoje starcie w następny weekend.

Wyższa o 15 cm Brodnicka do 2. rundy biła celniej, a rywalka tylko się do niej przytulała. Od kolejnej Obenauf zaczęła szybciej poruszać się po ringu. Trafiała także Polkę, której zdarzyło się uciekać przed serią ciosów Brazylijki. Brodnicka obudziła się dopiero w 7. rundzie, ale w ostatniej, 10. przyjęła serię ciosów od Obenauf i była liczona. Pomimo tego wygrała niejednogłośnie na punkty. Niektórzy kibice w Ergo Arenie skwitowali taką decyzję gwizdami.

Łukasz Wierzbicki - Robert Tlatlik, waga superlekka, decyzją sędziów

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Jeden i drugi przed przyjazdem do Ergo Areny jeszcze nie przegrali. Łukasz Wierzbicki urodził się w Zgorzelcu, ale długo walczył w Kanadzie. Wcześniej uprawiał kickboxing. Natomiast Robert Tlatlik urodził się w Chorzowie, ale jest reprezentantem Niemiec.

Wierzbicki miał przewagę pod względem warunków fizycznych. I starał się to wykorzystywać walcząc na dystansie. Raz za razem trafiał rywala, który starał się skracać odległość. Wierzbicki szybko na to reagował i obijał niemieckiego pięściarza. Często także trafiał, dlatego w ostatniej rundzie Tlatlik musiał iść po nokaut, ponieważ zdecydowanie przegrywał na punkty. Wierzbicki dalej spowalniał i nie wypuścił już wygranej z rąk.

Norbert Dąbrowski - Robert Talarek, waga super średnia, decyzją sędziów

fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Robert Talarek to zawodowy górnik. W tradycyjnym, galowym stroju pojawił się na oficjalnej konferencji prasowej. Natomiast podczas ważenia miał ze sobą czapkę górniczą. Rywal Norbert Dąbrowski dla odmiany założył kapelusz kowbojski. Obaj zapowiadali ciekawe stracie, w którym nie zabraknie ciosów. Talarek mówił także, że chce się zrewanżować za wcześniejszą, nieznaczną porażkę z Dąbrowskim.

I w dwóch pierwszych rundach był on bardziej aktywny, trafiał Dąbrowskiego i zyskał nieznaczną przewagę. W czwartej rundzie Dąbrowskiemu udało się wreszcie trafić w twarz przeciwnika, ale to i tak nie zmieniło ogólnego obrazu walki. Od 5. rundy obaj pięściarze zaczęli mieć problemy z kondycją. Dąbrowski już wcześniej miał rozbity nos, z twarzy Talarka także polała się krew. Ten jednak dalej był bardziej przekonujący. Mało tego, pod koniec 7. rundy sprawił ciosem na korpus, że Dąbrowski był liczony. Tym przypieczętował swoje zwycięstwo.

Tak było podczas piątkowego ważenia przez PBN 7.

Opinie (48) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane