Wiadomości

Meesenburg Challenge. Dramat "Mrówy"

Niecodzienne zakończenie miał Meesenburg Challenge, czyli trzecia eliminacja Pucharu Polski we florecie kobiet. W walce finałowej 6:3 prowadziła Magdalena Mroczkiewicz /na zdjęciu - pierwsza z prawej/, ale po zderzeniu z Sylwią Gruchałą /na zdjęciu - pierwsza z lewej/ (obie Sietom AZS AWF Gdańsk) musiała zejść z planszy na skutek kontuzji palca środkowego dłoni prawej ręki. Zwyciężczynią zawodów ogłoszono jej rywalkę, dla której był to pierwszy start na krajowych planszach od blisko roku.

Gdyby na gdański turniej przyjmowano zakłady bukmacherskie, to zwolennicy niespodzianek nie zarobiliby. Na pierwszych pięciu miejscach sklasyfikowano pięć czołowych zawodniczek z listy rankingowej. Dopiero między nimi nastąpiły przetasowania. W ćwierćfinale Katarzyna Kryczało (nr 5) pokonała wyżej notowaną Annę Rybicką /na zdjęciu - w środku/ 15:7 (obie Sietom, 4), a Sylwia Gruchała (3) wyprzedziła liderki: Magdalenę Mroczkiewicz (1) i Małgorzatę Wojtkowiak (Warta Poznań, 2). Inna sprawa, że te dwie ostatnie stanęły naprzeciw siebie w półfinale. Wygrała gdańszczanka 15:10.

Największą ochotę na zburzenie budowanej od kilku miesięcy hierarchii kobiecego floretu miały zawodniczki, których samo pojawienie się na liście startowej należało do niespodzianki. Anna Sobczak, która reprezentowała Polskę na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988, a obecnie, jeśli bierze kilingę do ręki, to jedynie rekreacyjnie, dopiero w 1/8 finału uległa młodszej prawie dwukrotnie (!) Wojtkowiak 9:15.

Na ósmym miejscu sklasyfikowano zagraniczny rodzynek gdańskich zmagań. Shorelis Rodriguez (Wenezuela) w grupie odprawiła z kwitkiem trzy rywalki, w pucharowej rozgrywce dwie kolejne, a i ćwierćfinał z Mroczkiewicz rozpoczęła od prowadzenia 4:1 i 5:3. Ostatecznie "Mrówka" triumfowała 13:5.

Zgoła odmiennie Mroczkiewicz rozpoczęła finał. Zanim się Gruchała obejrzała, przegrywała 0:5. Potem doszło do feralnego dla Magdy zderzenia. Lekarz sugerował, że palec może być złamany, spiker, który tego dnia często był najbardziej niedoinformowanym człowiekiem na sali, najpierw nie wiedział co mówić, następnie ogłosił zakończenie walki, ale zawodniczka po 10-minutowej przerwie zdecydowała się wrócić na planszę. Wytrwała na niej tylko jedną akcję, a potem zalała się łzami.

- Mam nadzieję, że to tylko naciągnięcie. Boli, ale te łzy płyną przede wszystkim z żalu po straconej szansie. Jestem wściekła, że tak się to skończyło - mówiła Mroczkiewicz, która nie mogła po raz trzeci z rzędu wygrać zawodów Pucharu Polski.

- Pewnie, że wolałabym wygrać w normalny sposób. Kontuzji Magdy nie zawiniłam. Po zderzeniu ja też skaleczyłam palec. Na szczęście to lewa ręka, a broń trzymam w prawej. Z pierwszego miejsca jestem bardzo zadowolona. Z powodu kontuzji nie walczyłam w kraju od blisko roku - tłumaczyła Gruchała.

Jak to w ostatnich miesiącach w Gdańsku bywa, z turnieju floretowego starano się zrobić show. Były zatem m.in: żywe posągi, przeraźliwie głośna muzyka, uhonorowanie medalistek mistrzostw świata juniorek i ich trenerów oraz pokazy tańca towarzyskiego. Jedynak chyba po raz kolejny forma przerosła treść. Najdobitniej dał temu wyraz jeden z kibiców, który po entym występie tanecznym stwierdził: "A teraz, w przerwie między tańcami, odbędzie się walka floretowa".

Kolejność końcowa Meesenburg Challenge: 1. Gruchała, 2. Mroczkiewicz, 3. Kryczało i Wojtkowiak, 5. Rybicka, 6. Magdalena Knop (Sietom), 7. Agata Kantorska (Warta), 8. Rodriguez.

Opinie (1)

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane