Wiadomości

Wicemistrz świata na regatach w Gdańsku

Sopocki Klub Żeglarski

Przemysław Miarczyński w windsurfingu seniorów zdobył 16 medali z mistrzostw świata i Europy oraz wywalczył brąz olimpijski. W ubiegłym tygodniu sięgnął po piąty w karierze tytuł wicemistrza globu.
Przemysław Miarczyński w windsurfingu seniorów zdobył 16 medali z mistrzostw świata i Europy oraz wywalczył brąz olimpijski. W ubiegłym tygodniu sięgnął po piąty w karierze tytuł wicemistrza globu. fot. Monika Goldszmidt-Czarniak/trojmiasto.pl

Przemysław Miarczyński (SKŻ Ergo Hestia Sopot) jako jedyny reprezentant Polski wrócił z medalem z Santander, gdzie odbywały się równolegle żeglarskie mistrzostwa świata we wszystkich klasach olimpijskich. Od czwartku do niedzieli wicemistrza świata RS:X będzie można oglądać w gdańskich Górkach Zachodnich, gdzie rozpoczęła się rywalizacja o krajowe tytuły. Jeśli aura pozwoli, codziennie wyścigi rozpoczynać się będą około godziny 10:00.



Jacek Główczyński: Czy po kolejnym sukcesie na arenie międzynarodowej ma pan jeszcze w sobie dość motywacji, by ścigać się również w krajowych mistrzostwach?

Przemysław Miarczyński: Rzeczywiście, bez względu na to, co jeszcze wydarzy się do końca tego roku, tytuł wicemistrza świata sprawił, że ten sezon będzie dla mnie udany. Jednak w Gdańsku zamierzam wystartować we wszystkich wyścigach.

SPRAWDŹ, KTO STAWAŁ NA PODIUM ŻEGLARSKICH MISTRZOSTWACH POLSKI PRZED ROKIEM. 11 MEDALI DLA TRÓJMIASTA

Medal z Santander cieszy pana podobnie jak ten pierwszy z siedmiu z mistrzostw świata w klasie olimpijskiej zdobyty 13 lat temu lub brąz na igrzyskach olimpijskich sprzed dwóch sezonów, czy już te kolejne zaszczyty panu trochę spowszedniały?

Radość jest z każdego medalu. Tym bardziej, że z roku na rok po sukcesy sięgać mi trudniej co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze jestem coraz starszy, w sierpniu skończyłem 35 lat. Po drugie, czym dana klasa jest dłużej w programie olimpijskim, tym poziom staje się w niej coraz wyższy, a także coraz bardziej wyrównany. Z roku na rok pretendentów do medali jest więcej. Dlatego o tym, czy stajesz na podium, czy nie, zaczynają decydować niuanse. W cenie jest odpowiednia dyspozycja dnia, a i szczęście też się przyda.

Mistrzostwa w Santander to była nie tylko walka o medale, ale i o prawo startu dla kraju w najbliższych igrzyskach olimpijskich. Był dodatkowy stres?

Tym, czy Polska zakwalifikuje się do igrzysk, nie stresowaliśmy się. Okazało się, że prawo startu w Rio wywalczył nawet Norweg, który w Santander był 28. My mieliśmy trzech zawodników klasyfikowanych od niego wyżej. Natomiast oczywiście czym bliżej startu w Rio de Janeiro ciśnienie i stres będą coraz większe.

MIARCZYŃSKI WICEMISTRZEM ŚWIATA, MYSZKA CZWARTY W KLASIE RS:X

Wie pan, jak będą przebiegały krajowe kwalifikacje w klasie RS:X o olimpijski paszport, a może pan jako brązowy medalista ostatnich igrzysk powinien jechać do Rio bez kwalifikacji?

Kwalifikacje na pewno będą, ale nie znam jeszcze zasad. Francuzi na przykład ustalili, że jeśli w przyszłym roku ich zawodnik zostanie mistrzem świata, to automatycznie zdobędzie kwalifikację. Jeśli to nikomu się nie uda, to deskarza, który wystartuje na igrzyskach wskaże trener. Zapytałem w naszym sztabie, czy takie rozwiązanie będzie też w Polsce. Powiedziano mi, że nie jest brane pod uwagę.

Z Francuzami pan i Piotr Myszka walczyliście o podium w Santander. Trójkolorowi zdobyli ostatecznie złoto i brąz, a panom zostało 2. i 4. miejsce. Przed wyścigiem medalowym próbowaliście wspólnie popłynąć przeciwko tym rywalom?

Nie ustalaliśmy takiej taktyki, gdyż bardzo szybki był także Grek, który co prawda popełniał w tych regatach błędy, ale mógł jeszcze wskoczyć na podium. Przed ostatnim startem Piotrek był drugi, ja trzeci. Powiem szczerze, że ja bardziej koncentrowałem się na tym, by nie stracić miejsca na podium niż atakować Myszkę. Dlatego ustawiłem się na lewym halsie, gdyż stąd może wolniej się startowało, ale nie ryzykowało się falstartem, co przydarzyło się trzem zawodnikom, którzy ruszyli na prawym halsie. Piotr też ruszył ze mną. Nie wiem, dlaczego uznał, że również popełnił falstart i zawrócił na start, by ruszyć ponownie.

Ostatecznie okazało się, że wpływ na kolejność na podium miały nie tylko wyniki na wodzie, ale także po dwa punkty karne, które otrzymaliście za to co wydarzyło się na brzegu. O co poszło?

Przed ostatnim startem podeszli do nas starsi panowie z ISAF. Myślałem, że przyszli tłumaczyć zasady, które będą obowiązywać w wyścigu medalowym, przypomną, że w nim wszystkie protesty będą rozstrzygane na wodzie, a nie jak to ma miejsce we wcześniejszych startach, że protestuje się po zejściu na brzeg. Jednak wlepili nam kary. To była bardzo stresująca sytuacja.

Myszka stracił przez to brązowy medal. Miał żal do trenerów, którzy się spóźnili na kontrolę sprzętu?

Trener Paweł Kowalski był tym wszystkim przybity. Jednak muszę powiedzieć, że wszyscy daliśmy ciała. Oczywiście trener mógł pójść na kontrolę szybciej, ale przecież nie raz sam studziłem szkoleniowców, mówiąc by się nie spieszyli, bo na 2 godziny przed startem przychodzi mało kto. Dlatego nie obwiniam trenera. Jeśli coś było zgubne, to może rutyna.

Jury zadziałało samo z siebie, czy ktoś doniósł, że polska ekipa się spóźniła?

Akurat ten mierniczy często jest upierdliwy. Na wszystko chce atesty, a potrafi nawet ocenić, że deska, którą odebrałem prosto z fabryki, jest nieklasowa. Dlatego mógł zadziałać sam z siebie, choć słyszeliśmy, że ktoś mógł też narzekać, iż inni przyszli na czas, a Polacy się spóźnili. Ale nawet, jeśli musiały być kary, to zastanawiające jest to, że Włoszka, za to samo wykroczenie swoich trenerów, otrzymała jeden punkt karny, gdy my po dwa. Gdyby Myszka dostał też jeden, to miały brąz, a nie 4. miejsce.

ŻEGLARSKIE MISTRZOSTWA POLSKI 2012 - HISTORYCZNY WYCZYN GRABOWSKIEGO

Gdańskie mistrzostwa Polski to ostatnia szansa, aby zobaczyć pana w akcji w tym roku?

W kraju tak. Natomiast być może wystartuję pod koniec listopada w  Abu Dhabi. Dostałem zaproszenie na wyjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich od ISAF. Co prawda, gdy wczytałem się w treść, trochę się zdziwiłem. Okazuje się, że choć ścigam się 20 lat pod auspicjami tej federacji, to wciąż muszę się potwierdzać, bo nie da wszystkich jestem wystarczająco znany. Zaproszony zostałem do startu w klasie... Laser Standard, choć całe życie ścigam się tylko na desce.

Zakładając, że w Abu Ahabi popłynie pan jednak w klasie RS:X, ten start potraktuję pan już jako element przygotowań pod kątem startu w kolejnych igrzyskach?

Tak na dobre przygotowania ruszą w przyszłym roku. Duży wpływ na nie będą miały zasady polskich kwalifikacji, które zostaną przyjęte. Zapewne wskazane zostaną 3 imprezy, które będą kluczowe i to do nich najpierw trzeba będzie się przygotować. Na pewno będą chciał pojechać także na regaty do Rio de Janeiro, w których w przyszłym roku w każdej klasie będzie mógł startować tylko jeden przedstawiciel danego państwa.

ŻEFLARSKIE MISTRZOSTWA POLSKI 2011 - SZEŚĆ I... PÓŁ MEDALU DLA TRÓJMIASTA

W Rio de Janeiro polska ekipa była już w tym roku. Jakie wrażenia? Czy jest to akwen pod pana?

Wrażenia są bardziej pozytywne niż wówczas, gdy tylko słyszałem o tym akwenie. Mówiono nam na przykład, że są tam wiatry o średniej sile 7 węzłów, co oznaczałoby bardzo słabe wiatry, a to nie byłoby dla mnie najlepsze. Na miejscu jednak okazało się, że w praktyce takiego wiatru w ogóle się nie spotyka. Nie wieje bowiem albo wcale, albo są silniejsze podmuchy. Średnia wychodzi niska, ale dla nas nie ma to znaczenia, gdyż przecież przy 1 węźle ścigać się nie będziemy. Nie przerażają mnie także inne trudności, jak na przykład nietypowe prądy. Po tylu latach ścigania wyznaję zasadę, że im trudniejsze warunki, tym lepiej dla mnie.

Opinie (11)

Dodaj opinię
Walczymy z przemocą słownąKasujemy opinie obraźliwe i nie na temat

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najczęściej czytane