Wiadomości

stat

Polski debel i Paolo Lorenzi wygrali Sopot Open

Mateusz Kowalczyk (z lewej) i Szymon Walków (z prawej) czyli najlepsi debliści Sopot Open.
Mateusz Kowalczyk (z lewej) i Szymon Walków (z prawej) czyli najlepsi debliści Sopot Open. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl

Mateusz Kowalczyk i Szymon Walków wygrali turniej deblowy Sopot Open o puli nagród 64 tys. euro, rozgrywanego na kortach Arki Gdynia przy ul. Ejsmonda. W finale imprezy pokonali filipińsko-amerykańską parę Ruben Gonzales/Nathaniel Lammons 7:6(6), 6:3. Następnie odbył się finał singla pomiędzy Hiszpanem Danielem Gimeno-Traverem i rozstawionym z "dwójką" Włochem Paolo Lorenzim. Wygrał drugi z nich 7:6(2), 6:7(5), 6:3.



W pierwszej rundzie, ćwierćfinale i półfinale para Mateusz KowalczykSzymon Walków pokonywała rywali w dwóch setach. Choć w ich starciach nie brakowało dramaturgii, to jednak w końcówkach partii potrafili wychodzić zwycięską ręką.

W finale zmagań trafili na filipińsko-amerykańską parę Ruben Gonzales/Nathaniel Lammons, która miała nieco więcej przerwy, ponieważ jej piątkowy półfinał nie odbył się. Z powodu kontuzji rywala Gonzales i Lammanos nie wyszli na kort. W niedzielę nie było jednak widać, że któraś z par jest bardziej wypoczęta.

PRZECZYTAJ RELACJĘ Z WCZEŚNIEJSZYCH RUNDĄ SOPOT OPEN

Pierwsza partia była bardzo zacięta. Biało-czerwoni przełamali jako pierwsi, ale w kolejny gem, padł łupem rywali i już niemal do końca mieliśmy remis. Dlatego też o zwycięstwie musiał zdecydować tie-break. Ten także był zacięty do stanu 6:6. Kolejne dwa punkty zdobyli jednak Polacy i to oni byli seta od zwycięstwa w sopocki challengerze.

Tak wygląda Sopot Open 2018.



Lepsza końcówka pierwszej partii zdecydowanie podbudowała Kowalczyka i Walkowa. Przy swoim serwisie wygrali inaugurującego drugiego seta gema i to bez straty punktu. Mało tego, już w kolejnym przełamali rywali, a trzeciego ponownie wygrali do zera (3:0). Od tego momentu rywale również zaczęli przeważać przy własnym serwisie, ale Polacy, na 4:1 i 5:2 wychodzi znowu z zerem po stronie strat. Przy 5:3 do serwisu podszedł Kowalczyk i niespodziewanie rywale szybko odskoczyli na 30:0. Polak zaczął jednak świetnie wprowadzać piłkę do gry, co dało serię punktową i ostateczne zwycięstw w secie 6:3.

Za wygraną w finale debla Sopot Open polski duet zarobił 3950. Pokonana para dostała 2350 euro.

- Gorące brawa i podziękowania z całego serca dla organizatorów i sponsorów. Za nami bardzo dobry turniej i cieszymy się ze zwycięstwa. Dziękujemy także licznie zgromadzonej publiczności. Żaden z meczów podczas turnieju nie był łatwy. Pokazaliśmy, że triumf w poprzednim turnieju w Poznaniu nie był przypadkiem - mówi Kowalczyk.


Paolo Lorenzi potrzebował niemal trzech godzin, aby wygrać finał Sopot Open.
Paolo Lorenzi potrzebował niemal trzech godzin, aby wygrać finał Sopot Open. fot. Maciej Czarniak/Trojmiasto.pl
Następnie odbył się finał singla pomiędzy Hiszpanem Danielem Gimeno-Traverem i Włochem Paolo Lorenzim. Pierwszy z nich, pokonał w drodze do niedzielnego meczu m.in. rodaka Tommy'ego Robredo. Natomiast rozstawiony z "dwójką" Lorenzi był lepszy m.in. od turniejowej "szóstki" czyli Niemca Oscara Otte.

Pojedynek lepiej rozpoczął Hiszpan. Po dwóch przełamaniach prowadził 4:1 i wydawało się, że spokojnie wygra partię. Lorenzi nagle się obudził i zwyciężył w czterech gemach pod rząd. Wtedy Gomeno-Traver wrócił na swój poprzedni poziomi i ponownie prowadził (6:5). I tym razem nie potrafił wykorzystać szansy na zwycięstwo. Włoch doprowadził do tie-breaka i w nim wygrał partię do 2.

Drugą Lorenzi rozpoczął od przełamania, ale rywal odpowiedział tym samym. Zawodnicy przełamali się jeszcze po razie, a później trzymali remis własnymi podaniami do stanu 6:6 i tie-breaka. W nim wydawało się, że Włoch zakończy spotkanie, ale Hiszpan zdobył 6 punktów z rzędu i doprowadził do trzeciego seta.

W niego lepiej wszedł Lorenzi, który prowadził 2:0 i w kolejnym swoim podaniu 40:0. Gimen-Traver wyszedł również z tego obronną ręką i za chwilę było w gemach 2:2. Włochowi udało się po raz kolejny przełamać na 5:3 więc ponownie był o krok od wygrania Sopot Open. Tym razem nie wypuścił już szansy z rąk. Zwycięzca turnieju dostał w nagrodę 9200 euro, a pokonany w finale 5400 euro.



- Dobrze przygotowane korty, świetna pogoda, to wpłynęło na dobry odbiór turnieju, tak przez zawodników, jak i delegację ATP. Ta zauważyła kilka niedociągnięć. Ci ludzie są perfekcjonistami, ale z drugiej strony rozumieją, że to nasz pierwszy turniej. Cieszę się, że triumfowali w nim Polacy, bo to dobrze dla tenisa ziemnego w naszym kraju - ocenia Mariusz Fyrstenberg, dyrektor Sopot Open.
Praca przy turnieju tenisistów nie przeszkodziła mu spotkać się z dziećmi. Wraz z Urszulą Radwańską jest bowiem ambasadorem akcji "Dzieciaki do Rakiet". W sobotę na Placu Przyjaciół Sopotu rozstawione zostały minikorty tenisowe, na których każde dziecko mogło bezpłatnie spróbować gry w tenisa pod okiem profesjonalnych trenerów.

- Bardzo się cieszę, że miałam okazję zagrać w tenisa z uczestnikami akcji Dzieciaki do Rakiet. Dla mnie ta dyscyplina to przygoda na całe życie. Mam nadzieję, że wśród tych małych dzieci, tak jak we mnie kiedyś, zakiełkuje miłość do tego wspaniałego sportu - mówi Radwańska.
PRZECZYTAJ WIĘCEJ O AKCJI DZIECIAKI DO RAKIET

Opinie (6)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane