Wiadomości

stat

Puchar Europy Narodów. Polska - Szwecja 36:0

Gdynia po raz kolejny zdała celująco organizatorski egzamin podczas międzypaństwowego meczu rugby. Aż się wierzyć nie chce, w pogłoski, że stadion, który miał wszelkie dane ku temu, by stać się narodowym dla tej dyscypliny, gościł biało-czerwonych po raz ostatni. Podopieczni Jerzego Jumasa, przed przeniesieniem się do Łodzi, gdzie za dwa tygodnie zagrają z Ukrainą, jeszcze przy ul. Olimpijskiej rozbili Szwedów 36:0 (17:0). A wszystko to działo się w świetle jupiterów.

Punkty zdobyli: Bogdan Wróbel 11, Jacek Wojaczek 5, Rafał Sajur 5, Wojciech Ruszkiewicz 5, Łukasz Szostek 5, Krzysztof Hotowski 5.

POLSKA: Urbanowicz 5 (55 Ruszkiewicz), Wojaczek, Wilczuk (68 Bartoszewicz), Jamroz, Prach (33 Nowak), Dąbrowski, Sajur, Brażuk (43 Jasiński), Jarosz (41 Komisarczuk), Szablewski (74 Szostek), Hotowski, Malochwy (62 Gomulak), Pietrzyk, Pisarek, Wróbel.

Była orkiestra wojskowa, rzucające się w oczy reklamy Lotosu, nagrody dla kibiców, którzy złapali wyrzucone w trybuny piłeczki, a zaraz po tym jak w ósmej minucie Wróbel celnie kopnął z karnego na 3:0, rozbłysły reflektory. Potem jeszcze scenerie ubarwiły świetlne race, odpalone wzdłuż zadaszonej trybuny. Te atrakcje, a przede wszystkim występ reprezentacji Polski odciągnęły od telewizorów około pół tysiąca widzów.

- To nieprawda, że rugbiści nie interesują się piłką nożną. Jest dokładnie odwrotnie. Termin meczu pokrył się z tramsmisją z Budapesztu, bo, kiedy ustalaliśmy godzinę naszego spotkanie, nie wiedzieliśmy, o której Polska zagra z Węgrami. Potem na jakiekolwiek zmiany było już za późno - wyjaśnia Grzegorz Kacała, były już trener Ogniwa Sopot, a przy reprezentacji Polski konsultant.

Biało-czerwoni oczywiście nie wiedzieli, że Trzy Korony otworzyły drogę do piłkarskiego barażu Łotwie, a nie Polsce, ale sami po Szwedach nieźle się przejechali. Zwłaszcza w ostatnich pięciu minutach, gdy zdobyli aż trzy przyłożenia. To była najładniejsza akcja meczu. Czterej nasi zawodnicy podaniami między sobą przenieśli "jajo" z własnej połowy aż na pole punktowe rywali. Między słupy zaniósł je Szostek.

- Cieszę się z wygranej. Jeśli federacja nic nie pozmienia w organizacji rozgrywek, to sukces ten powinien nam zapewnić utrzymanie w drugiej dywizji. Oczywiście stwarza też pewne nadzieje na awans, ale w tej kwestii, jak u piłkarzy, muszą nam pomóc inni. Dzisiaj graliśmy bez sześciu podstawowych zawodników, sprawdziłem sporo młodzieży. Bardzo dobre akcje były przeplatane błędami. Brakowało czasem spokoju, gubiliśmy piłki w najmniej spodziewanych momentach, na przykład przy przewadze 3 na 1. W pewnym stopniu zawodników usprawiedliwia deszcz i mokra piłka - ocenia trener Jumas.

Z pierwszym przyłożeniem na polu Szwedów zagościł już w 14 min Jacek Wojaczek. Gdyński młynarz przejął podanie rywali w okolicach środkowej linii, a potem, niczym rasowy sprinter, popędził po "piątkę". Po drodze staranował Christoffera Lundella, który miał złudzenia, że może powstrzymać popularnego "Jacę".

W 32 min udowodniliśmy, że mamy silniejszy młyn. To właśnie po młynie dyktowanym, niczym w szkoleniowym podręczniku, przyłożenie uzyskał Sajur.

Przed przerwą Wróbel nie pomylił się ze stałych fragmentów ani razu. Po zmianie stron było już gorzej, gdyż Polakom przyszło grać pod wiatr, a i deszcz systematycznie się nasilał. "17" ruszyliśmy z miejsca w 76 min, po akcji młyna i punktach Ruszkiewicza. Wynik ustalił po solowej akcji Hotowski, który na "piątkę" z przebiegu gry zasłużył chyba jak nikt inny.

Tabela drugiej dywizji Pucharu Narodów Europy:
1. Ukraina 4 11 +52
2. Niemcy 4 11 +42
3. POLSKA 5 10 +12
4. Holandia 4 7 -5
5. Szwecja 5 5 -101


Fachowym okiem
HENRYK KUCZKO, wieloletni sekretarz generalny Polskiego Związku Rugby: - Naszej reprezentacji zdarzało się grać przy sztucznym oświetleniu, jak choćby ostatnio na zgrupowaniu we Francji. Jednak oficjalny mecz w ramach europejskich rozgrywek, w dodatku w kraju, na pewno w takiej scenerii odbył się po raz pierwszy. Miałem okazję obserwować mecz z wysokości murawy, stojąc przy boisku. Wszystko to wyglądało imponująco. Na pewno gra zyskała na widowiskowości. Ze sportowego punktu widzenia światła nie miały dużego znaczenia. Większe piętno na grze odcisnęły warunki atmosferyczne - deszcz, silny wiatr... Wyższość naszej reprezentacji ani przez chwilę nie podlegała dyskusji.

Opinie (8)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Plebiscyt na Ligowca Roku 2018

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane