Wiadomości

stat

Rozmowa z Maciejem Wierzbowskim

- Z Norwegiem Terje Hauge, z którym poprowadzę 6 czerwca mecz Kamerun - Arabia Saudyjska, zaznajomiłem się rok temu, podczas młodzieżowych mistrzostw świata w Argentynie. Od tamtej pory utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny i mailowy - mówi z Chiby jedyny polski "sprawiedliwy" na mundialu, sędzia-asystent z Gdańska, Maciej Wierzbowski.

- Czy wasza znajomość mogła mieć wpływ na wspólną nominację?

- Przedstawiciele Komitetu Sędziowskiego, którzy przekazują obsady do Komitetu Wykonawczego FIFA, mogą brać pod uwagę takie szczegóły, ale i tak nigdy się o tym nie dowiemy.

- W Chibie z pewnością pozna pan lepiej wielu innych kolegów po fachu.

- Każdy z nas zdaje sobie sprawę, po co tu przyjechał i jest przygotowany na krytykę. Bo przecież nie na pochwały, które jakoś nigdy nie dotyczą arbitrów. Jest albo normalnie, albo źle. Wspólny pobyt faktycznie wpływa integrująco. To już nasz siódmy dzień.

- A co z Senegalczykiem, który będzie głównym podczas drugiego pańskiego występu, Irlandia - Arabia Saudyjska?

- Mamy utrudniony kontakt, ponieważ słabo operuje językiem angielskim. Trzeba rozmawiać poprzed francuskiego tłumacza.

- Czu w ogóle dowiedział się pan czegoś na temat kryteriów obsad?
- To dla nas zupełna niewiadoma. Sam fakt, że z góry przedstawiono nominacje na całą fazę grupową, czyli aż 48 spotkań, stanowi dużą niespodziankę. Dotąd nie było to praktykowane. Mam sędziować to i to, a reszta pozostaje milczeniem.

- Trochę szkoda, że nie trafił pan na taki hit, jak Anglia - Argentyna...

- Hm, nawet o tym nie pomyślałem. Naprawdę udział w meczu MŚ jest tak niezwykłym wydarzeniem w karierze arbitra, że nie można wybrzydzać. To również będzie spotkanie grupowe, więc jeszcze nie rozstrzygające.

- Co zadecyduje o pańskiej nominacji na fazę play off?

- Postawa w obu grach. Mam nadzieję, że potknięcia - odpukać! - moich kolegów nie zaważą na mojej ocenie. Równocześnie gorąco wierzę, że nie popsuję noty głównych.

- Asystentów zawsze jest dwóch...

- W pierwszym meczu to będzie Belg, w drugim - Francuz. Obu poznałem na kursie asystentów w Szwajcarii.

- Radzi pan sobie ze stresem?

- Jeszcze go nie odczuwam. Podejrzewam, że gorączka zacznie się wraz z meczem inauguracyjnym.

- Ma pan antidotum?

- Myślę, że doskonała na wyciszenie będzie modlitwa.

- Na razie dużo zwiedzacie.

- Nie zobaczyłem jeszcze tyle, ile bym chciał, ale rzeczywiście gospodarze, po rannych treningach biegowych i z piłką, próbują zorganizować nam czas. Opowiadałem już o wizycie u Księcia Japonii w Tokio, w środę byliśmy w DisneySeaWorld, dziś w restauracji położonej w chińskiej dzielnicy. Samemu trudno gdzieś wyskoczyć, ponieważ nasz hotel, stanowiący część miasteczka akademickiego, jest oddalony o prawie godzinę jazdy samochodem od stolicy. A pociąg tu nie jeździ.

- Wybiera się pan na jakiś mecz?

- Czwartego czerwca pojedziemy całą grupą na spotkanie Japonia - Belgia. Przez to spóźnię się na transmisję meczu Polaków.

- Nie macie treningów stricte sędziowskich?

- Najlepszym treningiem jest sam mecz. Każdy z nas czuje już głód.

- A tyle spotkań sparingowych odbywa się w Japonii i Korei...

- Jesteśmy z nich wykluczeni, bo istnieje ryzyko, że z którąś drużyną moglibyśmy spotkać się na finałach. FIFA nie chce niepotrzebnych kłopotów.

- Czytał pan coś na temat Polaków?

- W Japonii absolutnie nic. W Korei rozprawiano o kłótniach naszych piłkarzy z dziennikarzami oraz o kontuzjach w zespole.

- A jakie układy z mediami mają sędziowie?

- Właśnie dzisiaj mieliśmy dwugodzinną konferencję prasową. Mój udział w niej był symboliczny. Ekipa z rosyjskiej telewizji poprosiła mnie o wskazanie sędziego z Białorusi. No to im pomogłem. Wszyscy polscy dziennikarze są w Daejeon.

Opinie

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij
Plebiscyt na Ligowca Roku 2019

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane