Wiadomości

stat

Adamek walczył z pękniętymi żebrami

Tomasz Adamek czasami musiał bronić się przed Solomonem Haumono, ale ogólnie nie było wątpliwości, że wygrał walkę.
Tomasz Adamek czasami musiał bronić się przed Solomonem Haumono, ale ogólnie nie było wątpliwości, że wygrał walkę. fot. Wojciech Figurski/400mm.pl

W sobotni wieczór Tomasz Adamek walczył w Ergo Arenie z pękniętymi żebrami. Pomimo tego, jak sam przyznaje, nie czuł się ani przez moment zagrożony i pewnie pokonał Solomona Haumono. To sprawiło, że myśli o kolejnej walce, z mocniejszym przeciwnikiem, a później nawet o pojedynku o pas mistrza świata. Do niego zmierzają także m.in. Krzysztof Głowacki i Maciej Sulęcki, którzy pokazali na granicy Gdańska i Sopotu bardzo dobry boks.



Po rocznej przerwie i powrocie do boksu Tomasz Adamek spędził na ringu w Ergo Arenie 10 rund. Wygrał jednogłośną decyzją sędziów. Jak sam przyznał, nie przyszło mu to łatwo z jednego powodu - nie był w pełni zdrowy.

TAK RELACJONOWALIŚMY SOBOTNIĄ GALĘ PBN 7 W ERGO ARENIE

- Nie chciałem zrobić Mateuszowi przykrości i ukrywaliśmy to. Wcześniej wykonaliśmy badanie i okazało się, że mam pęknięte dwa żebra. Nie do końca było wiadomo, czy to od ciosu, czy może od mojego uderzenia. Doktor powiedział, że jak je wykonywałem, mogło w żebra strzelić powietrze i dlatego pękły. Czułem je, ale co z tego. Ze złamanym nosem zdobyłem mistrzostwo świata, to dlaczego z pękniętymi żebrami mam nie wygrać zwykłej walki. Znak krzyża i do przodu - zdradza Adamek.
Jeżeli jednak chodzi o walory czysto bokserskie, to jak twierdzi, na ringu był pewny swego i ani przez moment nie czuł, że może przegrać.

- Nie czułem się ani przez moment zagrożony podczas tej walki. Było 10 rund spokojnego boksu. Zadałem dużo ciosów, ale był to bardzo twardy zawodnik. Dużo punktowałem lewą ręką i bardzo ją teraz czuję. Myślę, że wykonałem właściwą pracę. Nie było klinczu, była to czysta walka, a na takie czekają kibice. Z drugiej strony, w pierwszych rundach, jak rywal chciał przedrzeć się przez moje rękawice, to pokazał, że ma silny cios prawą ręką. Gdyby trafił mnie w głowę, to musiałbym zbierać się z podłogi. Ale szybkiego Adamka trudno złapać, widziałem ciosy i wygrałem bez większych problemów - dodaje.
Teraz Adamek wraca do domu, gdzie nie był przez ostatnich 9 tygodni. Chce spędzić trochę czasu z rodziną, a później pomyśleć o kolejnej walce. Jak się okazuje, jej załatwianie jest w toku, a rywal ma być znacznie silniejszy niż ten z soboty. Do tego walka ma odbyć się poza Polską, po wakacjach.

- Czas pokaże co będzie dalej. Chcę dostać w przyszłości jakąś dobrą walkę i jeżeli Bóg da, wygrać ją. Najważniejsze są zdrowie i szybkość. Mogę jedynie powiedzieć, że mały Adamek będzie brał udział w dużej walce - twierdzi były mistrz świata, który pomimo 40 lat wciąż marzy o powrocie na szczyt.
Jak się okazało bokser ten, po kilku ostatnich porażkach i przerwie od boksu, nie był w stanie wypełnić po brzegi Ergo Areny. Frekwencja wynosiła w okolicach 7 tys. Na trybunach widać było wiele pustych miejsc.

- Ja proponowałem walkę w moich stronach. W Gdańsku walczyłem pierwszy raz. Było jak było. Mam nadzieję, że będzie dobry PPV. Jest to daleko ode mnie. Z rodziny przyjechała tylko połowa. Nie do mnie jednak należy wybór miejsca. Najważniejsza jest wygrana. Następnym razem kibiców zapewne przyjdzie więcej, bo uwierzą, że Adamek jeszcze się nie skończył - uważa pięściarz.
Krzysztof Głowacki trzykrotnie powalał na deski Hizniego Altunkaya, aż w końcu trenerzy nie wypuścili jego rywala na 6. rundę.
Krzysztof Głowacki trzykrotnie powalał na deski Hizniego Altunkaya, aż w końcu trenerzy nie wypuścili jego rywala na 6. rundę. fot. Wojciech Figurski/400mm.pl
Dobrą reklamę sobie zrobili w sobotę Krzysztof Głowacki w wadze junior ciężkiej oraz Maciej Sulęcki w wadze superpółśredniej. Obaj potwierdzili, że zmierzają do pojedynków o mistrzowskie pasy, kończąc starcia w Ergo Arenie przed czasem i górując nad rywalami.

- Nie do końca moja walka miała wyglądać tak, jak wyglądała. Byłem trochę zardzewiały, ale cieszę się, że wróciłem na ring. Wiem, że stać mnie na lepszy boks. Przeciwnik nie zagroził ani razu, stał za podwójną gardą, tylko czasami rzucał prawą ręką. Trudno go było przez to ustrzelić. Poza tym byłem nieco spięty na początku, co na moim poziomie nie powinno się przytrafić. Musze boksować tak jak w piątej rundzie, czyli po zwodach, po unikach. Mogę już walczyć o pas i mam nadzieję, że trener nie będzie miał nic przeciwko - uważa Głowacki.
Pewny swego jest także Sulęcki.

- Biję coraz mocniej. Wszystko dzięki treningom. Mam szybkie ciosy, stoję wąsko na nogach, ostatnie zajęcia przynoszą niesamowite efekty. Sobotnia walka była dla mnie ponownie rozgrzewką. Nie mogę toczyć zbyt wielu takich pojedynków. Chcę boksować z najlepszymi - twierdzi.

Opinie (26)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane