Wiadomości

stat

Tomasz Wałdoch o piłce, misji katolickiej i pieczeniu kiełbasek na festynach

SKS Polonia

Tomasz Wałdoch wychował się na Przymorzu. Do Gdańska przyjeżdża chętnie, ale jak przyznaje wybitny reprezentant Polski, nie planuje wracać na stałe.
Tomasz Wałdoch wychował się na Przymorzu. Do Gdańska przyjeżdża chętnie, ale jak przyznaje wybitny reprezentant Polski, nie planuje wracać na stałe. fot. D.Staniszewski/Trojmiasto.pl

- Nie planuję wracać do Gdańska, ale trzymam kciuki za Lechię czy Polonię. Naszej piłce klubowej brakuje zwycięstw na międzynarodowej arenie. Nie chcę nikogo pouczać, na razie nie mam wielkich ambicji trenerskich - mówi Tomasz Wałdoch, wychowanek piłkarskiego Stoczniowca. Srebrny medalista igrzyskach olimpijskich w Barcelonie i uczestnik mundialu z 2002 roku, realizuje się jako asystent w zespole Schalke do lat 23. Udziela się też w działalności Polskiej Misji Katolickiej w Bochum. - Należę do rady parafialnej. Na festynach stoję za grillem i piekę kiełbaski - zdradza były reprezentant Polski.



Benefis Tomasza Wałdocha. Przeczytaj relację i zobacz zdjęcia



Rafał Sumowski: Pański benefis odbył się na stadionie miejskim przy ul. Traugutta, na którym przez lata grała Lechia. Nie był pan jednak kojarzony z tym obiektem. Jest pan w końcu wychowankiem Stoczniowca Gdańsk, późniejszej Polonii, w Polsce większość kariery spędził pan w Górniku Zabrze.

Tomasz Wałdoch: Nie wchodźmy w szczegóły, wiadomo w jakim stanie jest stadion Polonii przy ul. Marynarki Polskiej, tam gdzie się wychowałem. Stadion przy Traugutta ma jednak duże znaczenie dla Gdańska. Najważniejsze, że przyjechała tu moja drużyna z Schalke Gelsenkirchen i spędziliśmy czas w fajnym gronie, na boisku i na bankiecie.

Kibicom, którzy przyszli na to towarzyskie spotkanie, zaserwowaliście emocje praktycznie do ostatnich minut. Skończyło się na 4:2 dla Schalke, ale chwilę przed bramką, która ustaliła wynik spotkania, zespół pana przyjaciół był bliski wyrównania, choć przegrywał już 0:3.

Dla mnie to nie jest zaskoczenie. Od początku zastrzegałem, że od pierwszej do ostatniej minuty zagram dla Schalke, nie chciałem robić połówki w jednej drużynie, połówki w drugiej. Spodziewałem się takiego obrotu sprawy i ostrzegałem kolegów. Prowadziliśmy 3:0, a niemal doszli nas na remis. Było kilka sytuacji, ale znając klasę moich kolegów z przeszłości, wiedziałem, że będzie zacięta rywalizacja. Udało nam się wygrać, ale nie wynik był tu do końca istotny.

Śledzi pan to, co dzieje się w pomorskiej piłce? Lechia Gdańsk i Arka Gdynia grają w ekstraklasie, ale na niższych poziomach jest już gorze. Dopiero w III lidze gra Bałtyk Gdynia, a pana Polonia Gdańsk spadła z V ligi do A klasy. Widzi pan szanse na poprawę na niższych szczeblach?

Wiadomo, że Polonia jest mi bliska sercu, wielu znanych zawodników wywodziło się z tego klubu. Szkoda by było, żeby ten klub tak upadał. Nie jestem na bieżąco, nie śledzę tego na co dzień. Mogę tylko zaapelować z daleka, że fajnie by było utrzymać Polonię przy życiu.

Czy pracując jako asystenta trenera w drużynie Schalke do lat 23, znajduje pan czas żeby śledzić polskie rozgrywki?

Śledzę wyniki nie tylko Lechii i Arki czy Górnika Zabrze, choć jestem mocno skupiony na swoich obowiązkach. Dopinguję, ale jestem daleko i trudno mi ocenić jak wygląda tutaj praca. Jak wyjeżdżałem z Gdańska, Lechia spadała z ekstraklasy. Od tego czasu sporo się zmieniło, jest piękny Stadion Energa Gdańsk, była krótka, bo krótka, ale jednak przygoda z europejskimi pucharami. Na Letnicy raz byłem zaproszony jako gość przez telewizję, chciałbym tu przyjeżdżać częściej i być może zawitać tu kiedyś w innej roli.

Zobacz jak grali byli piłkarze podczas benefisu Tomasza Wałdocha.



W europejskich pucharach honoru polskiej piłki broni już tylko Legia Warszawa. Jest źle z naszą ekstraklasą?

Wiadomo, że pracę danej ligi ocenia się przede wszystkim po występach w rozgrywkach międzynarodowych. Niestety, nasze drużyny klubowe nie mają się za bardzo czym pochwalić, więc nie wygląda to tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Jestem jednak w Niemczech, zajmuję się tamtejszą piłką i nie chcę oceniać ani pouczać, co idzie nie tak. Pozostaje mi trzymać kciuki, nie chcę być opiniodawcą, skoro nie siedzę w tym środowisku. Trzeba uważać, co się mówi, bo można czasami powiedzieć za dużo.

Mieszkając w Bochum, 15 kilometrów od Gelsenkirchen jest pan podobno mocno zaangażowany w życie lokalnej społeczności?

Udzielam się w Polskiej Misji Katolickiej w Bochum. Chodzę na polskie msze do polskich księży. Praktykuję po prostu swoją wiarę. Należę do rady parafialnej i organizujemy coroczne festyny. Stoję na nich za grillem i piekę kiełbaski.

Przymierza się pan do tego, aby kiedyś wrócić do Polski, do Gdańska na stałe?

Nic mi na ten temat nie wiadomo. Raczej nie. Mam w Niemczech bardzo fajne warunki, dzieci i rodzina czują się bardzo dobrze, zdrowie dopisuje a ja mam pracę, która daje mi wielką satysfakcję. Nie mam aż tak wielkich ambicji trenerskich, nie potrzebuję tego stresu związanego z trenerem pierwszej drużyny, ale kto wie. W piłce czas leci szybko i wiele się może zmienić w krótkim czasie.

Opinie (35) 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane