Wiadomości

stat

FOTO: Gala boksu w Ergo Arenie

Wychowany w Gdańsku Izuagbe Ugonoh (z prawej) wygrał w  Ergo Arenie dziewiątą walkę w zawodowej karierze, ale po raz drugi musiał stoczyć pełny pojedynek.  Łukasz Rusiewicz ze Starogardu Gdańskiego zaimponował olbrzymim sercem do walki.
Wychowany w Gdańsku Izuagbe Ugonoh (z prawej) wygrał w Ergo Arenie dziewiątą walkę w zawodowej karierze, ale po raz drugi musiał stoczyć pełny pojedynek. Łukasz Rusiewicz ze Starogardu Gdańskiego zaimponował olbrzymim sercem do walki. fot. Polsat Sport

W Ergo Arenie odbyło się siedem walk w ramach Polsat Boxing Night. Na trybunach zasiadło około 11 tysięcy kibiców. Mieliśmy w nich niemal wszystkie rozstrzygnięcia, które są możliwe w boksie, a zatem nokauty, poddanie oraz pojedynki kończone na pełnym dystansie werdyktami sędziów. Jednak to wszystko było tylko preludium do pojedynku wieczoru Andrzej Gołota - Przemysław Saleta. Poniżej zapis gali, które relacjonowaliśmy na żywo, wzbogacony o serwis fotograficzny Polsatu Sport oraz wypowiedzi zwycięzców przed telewizyjnymi kamerami.



PRZECZYTAJ BEZPOŚREDNIĄ RELACJĘ, KTÓRĄ PRZEPROWADZILIŚMY Z WALKI GOŁOTA - SALETA

Walki zawodowe
Kategoria ciężka
KRZYSZTOF ZIMNOCH - Damian Trzciński techniczny nokaut w pierwszej rundzie


Krzysztof Zimnoch swoją deklaracją co do walki z Arturem Szpilką wzbudził duży aplauz w Ergo Arenie.
Krzysztof Zimnoch swoją deklaracją co do walki z Arturem Szpilką wzbudził duży aplauz w Ergo Arenie. fot. Polsat Sport
Godzina 22:55 - ostatnia walka przed pojedynkiem wieczoru, a właściwie nocy. Krzysztof Zimnoch, który przygotowywał się do starcia z... Arurem Szpilką ostatecznie zmierzy się z Damianem Trzcińskim. "Turbo" na przygotowanie do tego występu miał tylko kilkanaście dni. Ponadto ma dużo gorszy bilans od rywala (2 przegrane z 7 pojedynków).

Natomiast Zimnoch z 13 walk aż dziesięć zakończył zwycięstwami przed czasem. W Ergo Arenie dołożył jedenaste. Krzysztof już w pierwszej rundzie dwukrotnie mocno trafił Trzcińskiego, który znalazł się na deskach. Za drugim razem sędzia nawet nie liczył i od razu zakończył walkę.

Publiczność była zaskoczona tak szybkim zakończeniem. Dlatego reakcje na trybunach były podzielone. Jedni klaskali, inni gwizdali. Walka trwała zaledwie 89 sekund!

Zimnoch ma już nowy cel. Właśnie podano, że w czerwcu, w Ostródzie walczyć będzie z Mike'iem Mollo, którego niedawno znokautował Szpilka.

- Jestem zadowolony ze zwycięstwa. Przeciwnik szybko padł, ale ja tak boksuję. Rozmawiałem z moim promotorem o walce z Mikiem Mollo, będę chciał się do niej jak najlepiej przygotować. Chcę powalczyć także z Arturem Szpilką - im szybciej tym lepiej. Każdego dnia śnię o tym i marzę o tym by pokazać wszystkim co jest wart Szpilka i jego słowa o tym, że mnie rozje.... Musiałbym nie trenować z pięć lat, żeby z nim przegrać - zapowiedział z dużą pewnością siebie Zimnoch.

Publiczność zareagowała na te słowa głośnym aplauzem. Krzysztof z miejsca stał się jej ulubieńcem.

Godzina 22:53 - na telebimie pokazano ekipę Polsatu z wizytą w szatni Salety. Na trybunach... buczenie, mimo że Przemek, w przeciwieństwie do rywala, jest bardzo elokwentny, opowiada o tym, dlaczego jest uśmiechnięty, jaką książkę czytał przed walką i o taktyce na to co wydarzy się za około godzinę.

Godzina 22:51 - na telebimie pokazano ekipę Polsatu z wizytą w szatni Gołoty. Lakoniczne odpowiedzi Andrzeja publiczność przyjmowała ze śmiechem.

Kategoria półciężka
PAWEŁ GŁAŻEWSKI - Bartłomiej Grafka jednogłośnie na punkty 3:0 (100:90, 100:90, 100:90)


Paweł Głażewski pokonał na punkty Bartłomieja Grafkę.
Paweł Głażewski pokonał na punkty Bartłomieja Grafkę. fot. Polsat Sport
Godzina 22:00 - wywołani są na ring bokserzy do walki, która będzie miała zdecydowanego faworyta. Paweł Głażewski był trzykrotnym mistrzem Polski amatorów. Na zawodowym ringu przegrał tylko raz z Royem Jonesem, zdaniem wielu jednak niesłusznie. Bartłomiej Gafka jako profesjonalista przegrał już pięciokrotnie, w tym raz przez nokaut.

Zbliżamy się do walki wieczoru, a zatem i miejsc na widowni jest coraz mniej. Widownia jest wypełniona już w około 85-90 procentach przy 12-tysięcznej pojemności trybun w dniu dzisiejszym. Wolne siedziska, jeśli się zdarzają, to głównie na wirażach, pod filarami w sektorach na średniej wysokości trybun.

Jest czas, aby dokładnie zerknąć na publiczność, mimo że na trybunach jest wygaszone światło, gdyż dwie inauguracyjne rundy w wadze półcieżkiej obyły się bez większych emocji. Bokserzy rozpoczęli tak spokojnie jakby zamierzali na ringu spełnić dziesięć rund, gdyż na tyle jest zakontraktowana ta walka.

I rzeczywiście tak się stało. "Głaz" próbował się dobrać do rywala, ale ten umiejętnie unikał mocnych ciosów, kiedy trzeba było zasłaniał się podwójną gardą, a gdy tylko nadarzyła się okazja, to i próbował sił w ofensywie.

Sędziowie byli wyjątkowo zgodni. Wszystkie rundy ocenili jako wygrane jednym punktem przez Głażewskiego, który zanotował 20. zwycięstwo w profesjonalnej karierze i odebrał gratulacje oraz puchar od Mariana Kmity, szefa sportu Polsatu.

- Początkowo miałem boksować z innym rywalem, z lepszym rekordem, ale Bartek postawił mi trudne warunki. Myślałem, że ta walka skończy się wcześniej. Rywal przyjmował dzielnie moje ciosy. Chciałem pokazać trochę dobrego boksu kibicom i myślę, że to się udało. Mam nadzieję, że w następnej walce będzie jeszcze lepiej. Jestem gotowy na walkę z każdym - powiedział Głażewski.

Godzina 21:55 - publiczność żywo reaguje na wypowiedzi celebrytów, które prezentowane są na telebimach, a mówiąc o tym, czy wygra Gołota czy Saleta. Część z nich nagradzana jest oklaskami, inne gwizdami. Co ciekawe niektórzy celebryci są wygwizdywani zaraz po tym, gdy... pojawią się na ekranie, bez względu na to co mówią.

Kategoria półciężka
DARIUSZ SĘK - Remigiusz Wóz poddanie rywala w czwartej rundzie


Dariusz Sęk odbiera puchar po zwycięstwie z Remigiuszem Wozem.
Dariusz Sęk odbiera puchar po zwycięstwie z Remigiuszem Wozem. fot. Polsat Sport
Godzina 21:32 - Kolejny pojedynek pięściarzy, którzy jeszcze nie przegrali na zawodowych ringach. Bilans Dariusza Sęka obciąża tylko jeden remis, ale ma od rywala o wiele bogatszą karierę amatorską. 27-latek reprezentował Polskę m.in. na mistrzostwach świata i Europy. W dorobku ma też pas interkontynentalnego mistrza świata WBF.

Remigiusz Wóz ma dużo mniej doświadczenia. Boks nie jest zresztą jego jedynym źródłem utrzymania. Pracuje dodatkowo w branży samochodowej.

Obaj bokserzy rozpoczęli dostojnie. W inauguracyjnym starciu jakiś znudzony takim stylem wykrzyknął "Shakira". Kolumbijskiej piosenkarki nie było jednak w Ergo Arenie.

Po drugiej rundzie były już oklaski. Głównie dla Sęka, który dwukrotnie posłał rywala na deski. Gdy Wóz upadał po raz pierwszy, o mały włos na macie nie znalazł się i... Darek, gdyż mocno się poślizgnął.

Walka skończyła się w czwartym starciu. Sęk ponownie trafił mocno rywala. Wóz wydawał się być zamroczony, sędzia nie liczył. Podopiecznego od ciężkiego nokautu uratował trener Jan Giel, który rzucił ręcznik, poddając Woza.

Przy ogłaszaniu werdyktu, prowadzący galę Waldemar Kasta pomylił się i wywołał najpierw zwycięstwo przez poddanie... Remigiusza. Po chwili było już wszystko w porządku. Pierwszą zawodową walkę przed czasem w Ergo Arenie na swoją korzyść rozstrzygnął Sęk.

- Spiker przeprosił mnie za pomyłkę, ale nie nastraszył mnie - wiedziałem, że moja porażka jest niemożliwa. Czuję się numerem jeden w swojej kategorii. Każdy potrafi ładnie gadać, ale jeśli dostanę szansę to postaram się udowodnić, że mam rację - powiedział Sęk.

Godzina 21:30 - sporo kibiców i fotoreporterów także pod halą. Właśnie przyjechał Gołota. Od kilkunastu minut w Ergo Arenie jest również Saleta. Co ciekawe Przemek pobrał przed wejściem identyfikator zawodniczy. Andrzej tego oznaczenia nie potrzebował.

Godzina 21:25 - poruszenie w pobliży ringu, błyskają flesze aparatów fotograficznych, kibice garną się do wspólnych zdjęć z Mamedem Khalidowem, gwiazdą MMA

Kategoria średnia
MACIEJ SULĘCKI - Robert Świerzbiński jednogłośnie na punkty 3:0 (78:72, 79:71 79:71)


Maciej Sulęcki (z prawej) pokonał Roberta Świerzbińskiego.
Maciej Sulęcki (z prawej) pokonał Roberta Świerzbińskiego. fot. Polsat Sport
Godzina 20:45 - W tej walce zapowiadają się wielkie emocje, gdyż naprzeciw siebie stanęli bokserzy, którzy dotychczas wyłącznie wygrywali na zawodowych ringach. Maciej Sulęcki wygrał 12, a Robert Świerzbiński 11 pojedynków, obaj mają po trzy sukcesy przed czasem.

W drugiej rundzie zarysowała się przewaga młodszego z bokserów. 24-letni Sulęcki posłał Świerzbińskiego na deski. W trzecim starciu ten drugi ponownie przeżywał ciężkie chwilę zasypywany mocnymi ciosami, ale do liczenia nie doszło. Mimo to Maciej schodząc do narożnika usłyszał sporo oklasków.

Odwdzięczył się za nie pod koniec czwartego starcia, gdy Świerzbiński po kolejnym potężnym prawym sierpowym znów padł na matę. Uderzył głową o "deski", ale szybko się pozbierał i przyjął postawę bokserską. Przetrwał do przerwy, bo po wyliczeniu została do niej... sekunda.

W drugiej części pojedynku Robert próbował się "odgryzać" rywalami, nie mógł zmienić wyniku, ale dotrwał do końca walki. Sulęcki wygrał wysoko na punkty. Puchar wręczył mu Paweł Nastula, mistrz olimpijski w judo, próbujący sił również w MMA.

- Ta walka była łatwiejsza niż myślałem. Do czwartej rundy było super, ale potem zacząłem lekceważyć Roberta, co było dużym błędem. To nauczka na przyszłość, aby zawsze traktować rywali poważnie do końca pojedynku. Przepraszam publiczność, że nie udało się zakończyć walki nokautem - podsumował pojedynek Sulęcki.

Godzina 20:40 - na telebimach wyświetlane są kolejne wywiady z głównymi aktorami wieczoru, obaj opowiadają o swoich przygotowaniach. Saleta zapewnia, że kondycja fizyczna będzie jego atutem.

Trybuny, które dzisiaj mogą pomieścić około 12 tysięcy widzów, już są zapełnione na pewno co najmniej w połowie.

Kategoria lekka
KAMIL ŁASZCZYK - Krzysztof Cieślak jednogłośnie na punkty 3:0 (99:91, 99:91, 99:92)


Godzina 19:50 - Do ringu wyszedł "Skorpion". To jedyny obok... Gołoty bokser, który ma za sobą występ również w pierwszej gali Polsat Boxing Night, która odbyła się w październiku 2009 roku. Cieślak był młodzieżowy mistrz świata wagi super piórkowej. Obecnie wraca do boksu po ciężki wypadku motocyklowemu, któremu uległ w lipcu ubiegłego roku.

Kamil Łaszczyk (z prawej) pokonał jednogłośnie na punkty Krzysztofa Cieślaka.
Kamil Łaszczyk (z prawej) pokonał jednogłośnie na punkty Krzysztofa Cieślaka. fot. Polsat Sport
Faworytem pojedynku był Łaszczyk, który ma 11 zwycięstw, w tym 6 przed czasem i żadnej porażki. W jego kolacji są także m.in.: pasy WBC Baltic i tytuł młodzieżowego mistrza świata federacji WBO.

Tempo pojedynku wzrosło w porównaniu z poprzednimi pojedynkami, gdyż pojawili się znacznie lżejsi zawodnicy. Od początku starał się atakować Kamil, ale w drugim starciu obaj bokserzy otrzymali rzęsiste oklaski, gdyż Cieślak podjął i wytrzymał soczystą wymianę ciosów na środku ringu.

Także później oglądaliśmy wiele wymian. Był nawet jeden cios... poniżej pasa, który wyprowadził Cieślak. Sędzia pozwolił odpocząć Kamilowi w Łaszczykowi i walczono dalej.

Znów obejrzeliśmy pojedynek na pełnym zakontraktowanym dystansie. Po dziesiątej rundzie sędziowie nie mieli wątpliwości. Mimo ambitnej postawy "Skorpiona", przyznali wysokie zwycięstwo na punkty faworyzowanemu Łaszczykowi.

- Jestem młodym zawodnikiem i wiem, że robiłem dużo błędów. Za łatwo wchodziły sierpy Krzyśka. Miałem gorączkę, chorowałem przed walką i bałem się, że kondycja będzie gorsza. Rywal bił silnie i "światło zgasło" na chwilę, ale dosłownie na sekundę. W trakcie walki ręka zeszła mi nieco poniżej pasa rywala, ale przeprosiłem go za to. Dla mnie było to jedno z najtrudniejszych starć, ale cieszę się, że stworzyliśmy kibicom dobre widowisko. Chciałbym częściej boksować na galach przy takiej publiczności - powiedział po walce zwycięzca.

Godzina 19:45 - publiczności systematycznie przebywa, robi się również gorętsza atmosfera na trybunach, są już nawet śpiewy. Na dolnym amfiteatrze trybun, na którym bilety kosztowały po 300 złotych, niemal wszystkie miejsca są zajęte. Natomiast nadal sporo wolnych miejsc na krzesłach tuż przy ringu i w średnich sektorach.

Widzów obecnie około pięciu-sześciu tysięcy. Szczelnie wypełnione zwłaszcza górne balkony, gdzie bilety były najtańsze, wejściówki kosztowały 60 zł.

Kategoria junior ciężka
IZUAGBE UGONOH - Łukasz Rusiewicz jednogłośnie na punkty 3:0 (58:56, 58:56, 59:56)


Izuagbe Ugonoh
Izuagbe Ugonoh fot. Maciej Warowny/Trojmiasto.pl
Godzina 19:08 - W narożniku niebieskim miejsce zajął Ugonoh, który na zawodowym koncie ma komplet ośmiu wygranych, w tym siedmiu przed czasem. Jego rywal, który do pojedynku przygotowywał się m.in. w Starogardzie Gdańskim, jest bardziej doświadczony, ale bilans walk ma niezbyt okazały. W 25 pojedynkach triumfował 13 razy, a 12 zszedł z ringu pokonany. Jednak wcześniej i teraz w Gdańsku nikt nie może mu odmówić wielkiego serca do walki.

W trakcie tego pojedynku pojawiły się pierwsze brawa z trybun i tak charakterystyczne dla boksu pojedyncze okrzyki co bardziej niecierpliwych kibiców. Obaj bokserzy już w dwóch pierwszych starciach wyprowadziły ciosy, które "wstrząsnęły" rywalem. W czwartej rundzie sympatycy pięściarzy zaczęli się przekrzykiwać. Skandowanie "Izu" mieszało się z dopingiem "Łukasz".

Bokserzy nie chcieli ich zawieść. Stoczyli walkę na pełnym zakontraktowanym dystansie, sześciu rund. Po ostatnim gongu Rusiewicz triumfalnie wyrzucił ręce w górę. Ostateczny werdykt wydali jednak arbitrzy punktowi. Przyznali oni zwycięstwo Ugonohowi. 27-latek był lepszy technicznie i potrafił walczyć również w defensywie powstrzymując ambitne, acz czasami chaotyczne ataki Rusiewicza ciosami prostymi, zwłaszcza z lewej ręki oraz krzyżowymi.

- Kolega powiedział mi przed chwilą, że nie wygrałem tej walki, ale ja absolutnie w żadnym jej momencie nie czułem abym miał problemy. Nie pokazałem pełni swoich możliwości, ale jestem przekonany, że zadałem zdecydowanie więcej celnych ciosów. Przygotowując się do walki sparowałem z Przemkiem Saletą, od którego byłem szybszy sprawiając mu sporo problemów i mam nadzieję, że przyczynię się do jego dobrego występu. Cieszę się, że mogłem boksować w Ergo Arenie. Bardzo podoba mi się oprawa, a w dodatku dużo moich znajomych mogło obejrzeć mnie w ringu - powiedział po walce "Izu".

Godzina 18:50 - Przed turą walk zawodowych trzech młodzieńców dokładnie wymyło ring. Na telebimach wyświetlono wywiady z Saletą i Gołotą, a także komentarze ich kibiców m.in. Krzysztofa Skiby i Andrzeja Suprona. Przybywa ludzi. Kibiców jest około dwóch tysięcy.

Walka amatorska
Kategoria ciężka
PAWEŁ WIERZBICKI - Adrian Antosiak RSC w trzeciej rundzie


Paweł Wierzbicki (z lewej) wygrał walkę otwierającą galę w Ergo Arenie.
Paweł Wierzbicki (z lewej) wygrał walkę otwierającą galę w Ergo Arenie. fot. Polsat Sport
Rozpoczynamy o godzinie 18:35. Pojedynek amatorów został "wmontowany" w galę, aby publiczności mógł się zaprezentować Paweł Wierzbicki. Bokser z Sokółki u schyłku ubiegłego roku został młodzieżowym wicemistrzem świata amatorów. Wstęp do kariery ma zatem podobny do... Andrzeja Gołoty, który taki tytuł wywalczył w 1985 roku.

W Ergo Arenie kibice mieli jedną z ostatnich okazji, aby w oficjalnej walce obejrzeć pięściarzy w kaskach. Ochraniacze znikną z głów bokserów amatorów za dwa miesiące. Od początku pojedynku inicjatywę przejął Wierzbicki, który był zdecydowanie cięższy od rywala i Adrian Antosiak czuł siłę ciosów rywala.

Już w pierwszej rundzie sędzia liczył Antosiaka, który zainkasował mocny lewy sierp, w trzecim starciu ta sytuacja się powtórzyła się jeszcze dwukrotnie, a Paweł uderzał nie tylko na szczękę, ale również w korpus rywala.

Dlatego arbiter przerwał walkę na 10 sekund przed jej regulaminowym końcem i ogłoszono zwycięstwo Wierzbickiego przed czasem, przez RSC. Otrzymał dość anemiczne oklaski, gdyż na trybunach było wówczas kilkaset osób.

- Z początku walki było widać, że rywal nie jest zbyt mocny. Byłem jednak trochę spięty, bo to moja pierwsza gala na tym poziomie i czułem tremę. Starałem się jednak boksować lewą ręką i to przyniosło efekt. W walce wieczoru stawiam na Andrzeja Gołotę, miałem okazję nim sparować - jest w formie - powiedział Wierzbicki przed kamerami Cyfrowego Polsatu. Było to jego 79. zwycięstwo w amatorskiej karierze.

Opinie (38) 7 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane