Wiadomości

stat

Polska - Szwajcaria 20:15

Od wygranej z teoretycznie najtrudniejszym rywalem w grupie rozpoczęli polscy rugbiści rywalizację o prawo startu w Pucharze Świata 2007 roku. W Gdyni biało-czerwoni pokonali Szwajcarię 20:15 (20:3). Wygrana gospodarzy była zasłużona, choć w ostatnich minutach nie zabrakło "obrony Częstochowy". 6 listopada czeka nas mecz wyjazdowy z Maltą.

Punkty zdobyli: Alexis Konieczny 10, Mariusz Wilczuk 10 - Jerome Zumthor 5, Raphael Siard 5, Arnaud Vincent 5.
POLSKA: Ruszkiewicz (41 Urbanowicz), Wojaczek, Marcin Wilczuk, Dabrowski (56 Sajur), Nowak, Andrzejczuk, Kochański (62 Miśkiewicz), Brażuk, Szostek (41 Komisarczuk), Konieczny, Maciejewski, Pietrzyk, Mariusz Wilczuk, Pisarek, Hotowski.

Ma 25 lat. Gra jako łącznik ataku. W reprezentacji Polski wystąpił po raz drugi, ale po raz pierwszy zaprezentował się w kraju swoich przodków. Nie zawiódł. Był lokomotywną poczynań biało-czerwonych. Konieczny z karnych i podwyższeń wykopał 10 punktów. Jego też podania otwierały drogę do pola punktowego przed młodszym z braci Wilczuków. Ten przyłożył już w dziewiątej minucie. Nasza przewaga mogłaby być wyższa, gdyby arbiter bardziej rygorystycznie egzekwował od rywali przepis o spalonym. Przed przerwą Szwajcarzy popisy Polaków przerwali tylko raz. Zumthor w 14 minucie przy drugim podejściu do karnego trafił na 3:7.

Po zmianie stron można było oczekiwać dalszego szturmu naszej reprezentacji, bo rywale wydawali się mieć kłopoty kondycyjne. Ale po zmianie stron to nasi kadrowicze coraz częściej "oddychali rękawami".

Co prawda, jeszcze w 45 minucie postraszył rywali Paweł Dąbrowski, który został powstrzymany pięć metrów od pola punktowego gości, ale chwilę później ten sam zawodnik nie opanował emocji. Za uderzenie rywala musiał na 10 minut opuścić boisko. Jak się okazało, do gry nie wrócił już wcale. Gdy tylko skończyła się jego kara, został wycofany z boiska przez trenera.

Dysponując liczebną przewagą Szwajcarzy uwierzyli, że nie muszą przegrać. A może lepiej poczuli się w jupiterach, które rozbłysły przy ul. Olimpijskiej? Na 20 minut przed końcem zbliżyli się na 15:20. Respekt budziła zwłaszcza jedna z ich akcji. Rozpoczęli ją na własnej połowie na prawym skrzydle, a skończyli w lewym norożniku polskiego pola punktowego. Piłka jak po sznurku wędrowała najpierw wzdłuż, a potem wszerz boiska!

Końcówka to coraz słabsza gra Polaków. Jeden z ostatnich groźnych ataków ofiarną szarżą powstrzymał Krzysztof Hotowski, wygraliśmy też bardzo ważny aut z wrzutu rywali. Końcowy gwizdek zastał drużyny 30 metrów od pola punktowego Polaków. Nasza drużyna umiejętnie broniła się przed serią karnych, rozgrywanych przez dążących do przyłożenia rywali ręką.


Powiedzieli:
Jerzy Jumas (trener reprezentacji)
: - W ostatnim czasie sporo przegrywaliśmy, a zatem cieszy przede wszystkim zwycięstwo. Szwajcarzy mieli być słabi, ale potrafili nas postraszyć. Znów dał o sobie znać brak kondycji. Na obraz gry po przerwie wpływ miało także rozluźnienie, które wkradło się w nasze szeregi. Chyba zbyt szybko zdecydowałem się na zmiany. Jak profesor zagrał Konieczny. Nie tylko kopał. Jego zasługą były także oba przyłożenia Wilczuka. Szkoda, że nie zagra na Malcie. Ju,ż wczesniej w tym terminie zaplanował... podróż poślubną.

Maciej Brażuk (kapitan reprezentacji): - W pierwszej połowie rywale mieli przed nami duży respekt. Później najwyraźniej uwierzyli w siebie i stawiali duży respekt. Wygraliśmy nie tyle umiejętnościami czy kondycją, lecz rutyną. Na więcej na razie nas nie stać, bo gramy w rugby - także w reprezentacji - dla idei. Ten zespół może grać znacznie lepiej, ale Polski Związek Rugby musi w niego zainwestować. Nie chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze, ale przede wszystkim o większą liczbę dni na zgrupowania centralne. Przed meczem ze Szwajcarią musiały nam wystarczyć trzy dni.

Opinie (16)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Plebiscyt na Ligowca Roku 2018

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane