Wiadomości

stat

Polska - Szwecja 18:6. Mało wam?

Nie takiej gry, a przede wszystkim nie takiego rozstrzygnięcia spodziewano się po reprezentacji Polski, która w drugim meczu eliminacyjnym do Pucharu Świata 2003 pokonała w Sopocie Szwecję tylko 18:6 (10:3). A może to wysokie zwycięstwo przed tygodniem nad Łotwą 60:18 narobiło niepotrzebnego apetytu?

Punkty zdobyli: Urbanowicz 8, Szwichtenberg 5, Fedorowicz 5 - Lunden 6.
Sędziował: Fox (Anglia).
Widzów: 1000.

Skład Polski: Urbanowicz (58' Ruszkiewicz), Wojaczek (58' Sajur), Kaszuba, Serafin (68' Nowak), Dembicki, Fedorowicz, Kochański (71' Wilczuk), Brażu, Komisarczuk, Szablewski, Mroch (79' Jasiński), Stachura, Szwichtenberg, Baraniak, Jurkowski (79' Wróbel).

- Chłopcy bardzo chcieli wygrać wysoko i spalili się psychicznie. Co prawda, Szwedzi okazali się silniejszym rywalem niż można było sądzić, ale właściwie ograniczali się do poczynań destrukcyjnych. Mieliśmy zdecydowaną przewagę w młynie, a tylko niedokładności i dużej liczbie spalonych w ataku zawdzięczamy, że nasza wygrana nie była okazała - tłumaczył Jerzy Jumas.

Zaraz jednak selekcjoner zastrzegł, że na gorąco nie można dokonywać analizy błędów. - Po obejrzeniu zapisu wideo okaże się, czy zawodzili zawodnicy, czy też może taktyka nie była do końca trafiona - mówił szkoleniowiec. Z kolei zdobywca ostatnich punktów i kapitan naszej drużyny narodowej, Rafał Fedorowicz, starał się szukać usprawiedliwienia w nietypowym... sędziowaniu.

- Angielski arbiter zupełnie inaczej interpretował niektóre zagrania niż ma to miejsce w lidze polskiej - zapewniał. Jednak gdy po niespełna godzinie gry Martin Fox opuścił boisko z powodu kontuzji, też nie było się z czego cieszyć. Gwizdek przejął od niego jeden z dwóch niemieckich arbitrów liniowych. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Niemcy grają w tej samej grupie eliminacyjnej. Czy w FIRA nie słyszeli o zasadzie neutralności "sprawiedliwych"? Co prawda, niemiecki arbiter rozpoczął rozstrzyganie od podyktowania Polakom karnego, po którym Janusz Urbanowicz podwyższył wynik na 13:6, ale po chwili nakazał opuszczenie na 10 minut boiska Dariuszowi Komisarczukowi.

Okres gry w osłabieniu nie tylko udało się nam przetrwać bez strat, ale nawet uzyskaliśmy punkty z przyłożenia (Fedorowicz), dzięki wymianie aż czterech, czyli połowy, zawodników występujących w formacji młyna. To właśnie oni po wygraniu autu w 75 min wepchnęli rywali na ich pole punktowe. I dopiero wówczas Szwedzi mogli zapomnieć o sprawieniu niespodzianki. Wcześniej bowiem nie tylko utrzymywali dystans, który mogła zniwelować jedna udana akcja, ale nawet prowadzili. W 18 min Christopher Lunden wykorzystał jednego z dwoch karnych i było 0:3. W 51 min ten sam zawodnik, korzystając ze sprzyjających podmuchów wiatrów, trafił między słupy niemal z połowy boiska i doprowadził do wyniku 10:6. Prowadzenie, a w konsekwencji wygraną, Polacy zawdzięczają nie tylko dobrze usposobionemu strzelecko Urbanowiczowi, ale także odważnej grze dwójki środkowych ataku. Maciej Stachura, który występował w lidze szwedzkiej i rywale czuli przed nim respekt, wywalczył m.in. karnego w odległości 10 metrów od słupów, po którym padło wyrównanie. W 31 min jego kolega klubowy z Arki Gdynia, Waldemar Szwichtenberg, po kilku przegrupowaniach otrzymał piłkę na linii 22 metrów i po staranowaniu trzech rywali położył jajo między słupy.

W przerwie meczu sympatykom rugby zaprezentowały się... panie. Po niezwykle zaciętym meczu zawodniczki miejscowego Ogniwa i gdyńskiej Arki zadowoliły się polubownym remisem. Obie drużyny zdobyły po jednym przyłożeniu.

Jacek Główczyński



Opinie

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij
Plebiscyt na Ligowca Roku 2018

Relacje LIVE

zobacz wszystkie relacje »

Najczęściej czytane